Kawaleria Tuska rusza do ataku
Zaczęło się od publikacji „Gazety Wyborczej” o koniach w prezydenckim ośrodku w Promniku. Kancelaria Prezydenta potwierdziła, że Centrum Obsługi KPRP ma trzy konie: kuca Edzia, fryza Ramzesa i hucuła Aramisa. Czwarty ma służyć funkcjonariuszowi SOP. Kosztów zakupu i utrzymania nie podano.

Premier Donald Tusk wrzucił stare zdjęcie z siodła z podpisem:
„Jeździłem słabo, ale za swoje”.
Za nim ruszyła cała kawaleria. Radosław Sikorski zakpił z imienia Ramzes, pisząc o „faraońskich ambicjach”. Swoje dorzucili rzecznik rządu Adam Szłapka, senator Adam Szejnfeld, posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska i wiceminister Katarzyna Lubnauer z hashtagiem #HorseHobby.
A skoro politycy KO tak chętnie mówią o „swoich” pieniądzach, to sprawdźmy, skąd je mają.

„Za swoje”, czyli za nasze
Politycy nie wytwarzają żadnych produktów, nie zarabiają na rynku. Ich pensje, diety, ryczałty i przejazdy finansuje podatnik.
Poseł w 2026 roku dostaje 13 872 zł brutto uposażenia i 4335 zł diety, łącznie 18 207 zł miesięcznie. Z dodatkiem funkcyjnym może dostać ponad 23 tys. zł. Do tego ryczałt na biuro poselskie w wysokości 25 tys. zł miesięcznie i do 4500 zł na wynajem mieszkania w Warszawie.

A kilometrówki? W 2025 roku przejazdy posłów kosztowały podatników ponad 12,3 mln zł, średnio około 36,5 tys. zł na posła. Na drugim miejscu wśród rekordzistów znalazł się Piotr Kandyba z KO, który rozliczył 48,3 tys. zł.
Tak więc, drodzy politycy KO, wasze „swoje” to w dużej mierze pieniądze z naszych podatków.
Tusk: trzy emerytury, pensja premiera i… zero mieszkań
Najciekawszy przypadek to sam premier. Z jego oświadczenia majątkowego za 2025 rok wynika, że pobiera trzy emerytury: z ZUS (144 423,77 zł rocznie), z Komisji Europejskiej (71 282,78 euro) i z Belgii (ok. 2,5 tys. euro).
Same emerytury dają mu ponad 460 tys. zł rocznie, czyli około 38 tys. zł brutto miesięcznie. Do tego pensja premiera – około 26 tys. zł brutto miesięcznie.
I teraz zagadka: przy takich dochodach Donald Tusk w oświadczeniu majątkowym nie wykazuje ani domu, ani mieszkania, ani działki, ani samochodu. Jak ustalił Bankier.pl, mieszka u żony. Za to ma w oświadczeniu luksusowy zegarek Grand Seiko i pokaźne oszczędności w złotych i euro.
Wszystko legalne, ale to obraz człowieka, który żyje wygodnie i niewiele z tego wykazuje na siebie.

Tusk lata „za swoje”? Przypominamy
Skoro mowa o „za swoje”, warto odkurzyć archiwum. „Super Express” przez lata pisał o wydatkach, które z oszczędzaniem miały niewiele wspólnego.
2011, rządowy samolot dla rodziny: według SE córka premiera Kasia Tusk i jej ówczesny partner wracali rządowym embraerem z Warszawy do Gdańska razem z premierem. Najpierw rządowa limuzyna z BOR odebrała ich spod szpitala, a później zawiozła na płytę lotniska wojskowego. Było to w czasach, gdy premier mówił Polakom o zaciskaniu pasa.
2013, garderoba za 242 tys. zł: SE pisał, że PO wydała w ciągu trzech lat 242 tys. zł na ubrania m.in. dla Donalda Tuska i jego żony. Marki? Ermenegildo Zegna, Emporio Armani, Hugo Boss.
2014, angielski za 100 tys. zł: gdy Tusk szedł do Brukseli, obiecał, że „wypoleruje” swój angielski. SE ustalił, że polerował go od lat, na indywidualnych lekcjach za 100 tys. zł z publicznych pieniędzy. I choć ta nauka tyle nas kosztowała, to premier, jak złośliwie zauważają internauci, wciąż duka w tym języku.

Najpierw policz siebie
Pytanie o prezydenckie konie jest zasadne i Kancelaria Prezydenta powinna jasno pokazać rachunki. Ale lekcja o „jeżdżeniu za swoje” w wykonaniu polityków, których pensje, emerytury, samoloty i lekcje angielskiego od lat finansuje podatnik, brzmi co najmniej zabawnie.
Jak to mówią: koń jaki jest, każdy widzi.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze