„Jeździłem za swoje”. Panie Tusk, a za czyje pan żyje?

Nowa moda w Koalicji Obywatelskiej: zdjęcie na koniu i podpis „za swoje”. Tak politycy rządzącej partii kpią z koni prezydenta Nawrockiego. Brzmi szlachetnie, tylko jest jeden problem. Te „swoje” pieniądze polityków to w ogromnej części… nasze pieniądze. A premier, który dziś liczy prezydentowi każdą marchewkę, sam ma za sobą całkiem bogatą historię wydatków na koszt podatnika.

4 minut czytania
„Jeździłem za swoje”. Panie Tusk, a za czyje pan żyje?
← Powrót na niezalezna.pl
„Jeździłem za swoje”. Panie Tusk, a za czyje pan żyje?

Kawaleria Tuska rusza do ataku

Zaczęło się od publikacji „Gazety Wyborczej” o koniach w prezydenckim ośrodku w Promniku. Kancelaria Prezydenta potwierdziła, że Centrum Obsługi KPRP ma trzy konie: kuca Edzia, fryza Ramzesa i hucuła Aramisa. Czwarty ma służyć funkcjonariuszowi SOP. Kosztów zakupu i utrzymania nie podano.

Premier Donald Tusk wrzucił stare zdjęcie z siodła z podpisem:

„Jeździłem słabo, ale za swoje”.

Za nim ruszyła cała kawaleria. Radosław Sikorski zakpił z imienia Ramzes, pisząc o „faraońskich ambicjach”. Swoje dorzucili rzecznik rządu Adam Szłapka, senator Adam Szejnfeld, posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska i wiceminister Katarzyna Lubnauer z hashtagiem #HorseHobby.

A skoro politycy KO tak chętnie mówią o „swoich” pieniądzach, to sprawdźmy, skąd je mają.

„Za swoje”, czyli za nasze

Politycy nie wytwarzają żadnych produktów, nie zarabiają na rynku. Ich pensje, diety, ryczałty i przejazdy finansuje podatnik.

Poseł w 2026 roku dostaje 13 872 zł brutto uposażenia i 4335 zł diety, łącznie 18 207 zł miesięcznie. Z dodatkiem funkcyjnym może dostać ponad 23 tys. zł. Do tego ryczałt na biuro poselskie w wysokości 25 tys. zł miesięcznie i do 4500 zł na wynajem mieszkania w Warszawie.

„Milion dziennie” na Kancelarię Prezydenta? Policzyliśmy. Kancelaria premiera kosztuje dwa razy więcej
„Rumakowanie” wciąż w modzie. Tym razem w TVP Info, gdzie w rozmowie z udziałem Miłosza Motyki znów wbijano szpile prezydentowi Nawrockiemu. Padło mocne hasło: Kancelaria Prezydenta kosztuje Polaków milion złotych dziennie. Brzmi groźnie, tylko czy to prawda? I dlaczego nikt nie liczy w ten sposób kancelarii premiera?

A kilometrówki? W 2025 roku przejazdy posłów kosztowały podatników ponad 12,3 mln zł, średnio około 36,5 tys. zł na posła. Na drugim miejscu wśród rekordzistów znalazł się Piotr Kandyba z KO, który rozliczył 48,3 tys. zł.

Tak więc, drodzy politycy KO, wasze „swoje” to w dużej mierze pieniądze z naszych podatków.

Tusk: trzy emerytury, pensja premiera i… zero mieszkań

Najciekawszy przypadek to sam premier. Z jego oświadczenia majątkowego za 2025 rok wynika, że pobiera trzy emerytury: z ZUS (144 423,77 zł rocznie), z Komisji Europejskiej (71 282,78 euro) i z Belgii (ok. 2,5 tys. euro).

Same emerytury dają mu ponad 460 tys. zł rocznie, czyli około 38 tys. zł brutto miesięcznie. Do tego pensja premiera – około 26 tys. zł brutto miesięcznie.

I teraz zagadka: przy takich dochodach Donald Tusk w oświadczeniu majątkowym nie wykazuje ani domu, ani mieszkania, ani działki, ani samochodu. Jak ustalił Bankier.pl, mieszka u żony. Za to ma w oświadczeniu luksusowy zegarek Grand Seiko i pokaźne oszczędności w złotych i euro.

Wszystko legalne, ale to obraz człowieka, który żyje wygodnie i niewiele z tego wykazuje na siebie.

Tusk lata „za swoje”? Przypominamy

Skoro mowa o „za swoje”, warto odkurzyć archiwum. „Super Express” przez lata pisał o wydatkach, które z oszczędzaniem miały niewiele wspólnego.

2011, rządowy samolot dla rodziny: według SE córka premiera Kasia Tusk i jej ówczesny partner wracali rządowym embraerem z Warszawy do Gdańska razem z premierem. Najpierw rządowa limuzyna z BOR odebrała ich spod szpitala, a później zawiozła na płytę lotniska wojskowego. Było to w czasach, gdy premier mówił Polakom o zaciskaniu pasa.

2013, garderoba za 242 tys. zł: SE pisał, że PO wydała w ciągu trzech lat 242 tys. zł na ubrania m.in. dla Donalda Tuska i jego żony. Marki? Ermenegildo Zegna, Emporio Armani, Hugo Boss.

2014, angielski za 100 tys. zł: gdy Tusk szedł do Brukseli, obiecał, że „wypoleruje” swój angielski. SE ustalił, że polerował go od lat, na indywidualnych lekcjach za 100 tys. zł z publicznych pieniędzy. I choć ta nauka tyle nas kosztowała, to premier, jak złośliwie zauważają internauci, wciąż duka w tym języku.

„Po co było tak rumakować?”. Najpierw Tusk pod Belwederem, teraz Lubnauer. To nowy przekaz dnia?
Polityka bywa przewidywalna jak serial w powtórce. Najpierw premier Donald Tusk z kubkiem kawy spacerował pod Belwederem i pytał prezydenta, po co było tak „rumakować”. Teraz to samo słowo w nagraniu powtarza „wiceministra” edukacji Katarzyna Lubnauer. Przypadek? Internauci nie mają wątpliwości, że w koalicji 13 grudnia rozesłano przekaz dnia.

Najpierw policz siebie

Pytanie o prezydenckie konie jest zasadne i Kancelaria Prezydenta powinna jasno pokazać rachunki. Ale lekcja o „jeżdżeniu za swoje” w wykonaniu polityków, których pensje, emerytury, samoloty i lekcje angielskiego od lat finansuje podatnik, brzmi co najmniej zabawnie.

Jak to mówią: koń jaki jest, każdy widzi.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze