Ekspert, który pouczał wszystkich
Wiech przez lata był stałym bywalcem mediów i sieciowych sporów. Były redaktor naczelny portalu Energetyka24, orędownik OZE i transformacji energetycznej, chętnie wytykał innym brak wiedzy i rzetelności. Tym większe wrażenie robi to, co wydarzyło się na jego własnej obronie.

Obrona, która zamieniła się w starcie
Rozprawa doktorska dotyczyła wpływu instytucji i prawa Unii Europejskiej na bezpieczeństwo rynku gazu ziemnego w Polsce w latach 2004–2019. Obrona odbyła się 21 września, a sprawa była szeroko komentowana w sieci jeszcze przed tym dniem.
Wynik głosowania komisji mówi sam za siebie: trzy głosy za, trzy przeciw i cztery wstrzymujące się. Oznacza to, że Wiech doktoratu nie obronił.
Na tym nie koniec. Tomasz Swaczyna z Instytutu Analiz i Ekspertyz Gospodarczych wytykał pracy brak zapowiadanego „autorskiego modelu analitycznego”, częściowy plagiat oraz błędy w przypisach. Krótko mówiąc: obiecano model, dostarczono problemy.

OSW: „Skopiowane, bez zmian, bez źródła”
Najmocniejszy cios przyszedł kilka dni później. 25 września Ośrodek Studiów Wschodnich, czyli państwowy think tank, którego analizy Wiech wykorzystywał, opublikował porównanie jego pracy ze swoimi tekstami. Według OSW rozprawa zawiera duże fragmenty skopiowane z analiz ośrodka bez zmian i bez podania źródła, łącznie 2,5 proc. pracy. OSW zestawił kolejne strony doktoratu z wcześniejszymi analizami swoich ekspertów i skierował w tej sprawie pismo do Uniwersytetu Warszawskiego.
Gdy instytucja państwowa publicznie wyciąga ci zestawienie „słowo w słowo”, trudno mówić o nieporozumieniu.
Sommer: „To jest kwestia kryminalna”
Zdaniem Tomasza Sommera, redaktora naczelnego „Najwyższego Czasu!”, sprawa przestała być akademickim potknięciem. Mówi wprost, że to już nie kwestia doktoratu, ale kwestia kryminalna, i przypomina, że za przywłaszczenie autorstwa polskie prawo przewiduje grzywnę, ograniczenie wolności lub do trzech lat więzienia.
Trzeba jednak uczciwie dodać, że to opinia publicysty. Na razie sprawą zajmuje się uczelnia, a nie prokuratura. Wiechowi nie postawiono żadnych zarzutów karnych.
Wiech: „Błąd”, „niezrozumiałe” i… wina recenzentów
Jak tłumaczy się sam zainteresowany? Według Wiecha brak cytowań to „błąd”, a nie celowe przywłaszczenie cudzej pracy. Podkreśla, że w innych miejscach obszernie cytuje raporty OSW z prawidłowymi przypisami. Przekonuje też, że świadome kopiowanie 2,5 proc. pracy nie miałoby sensu.

Zwraca również uwagę, że praca przeszła Jednolity System Antyplagiatowy i została dopuszczona do obrony. Pretensje kieruje także do recenzentów, którzy jego zdaniem nie poinformowali go o naruszeniu zasad. Wynik obrony nazywa niezrozumiałym, ale zapowiedział, że nie będzie się od niego odwoływał.
Linia obrony brzmi więc mniej więcej tak: skopiowałem, ale niechcący, a w ogóle to system powinien był to wyłapać. Dla publicysty, który przez lata surowo oceniał rzetelność innych, to dość niewygodna pozycja.

Nie wszyscy dołączyli do chóru krytyków. W obronie Wiecha stanął m.in. popularyzator nauki Tomasz Rożek, który zarzucił części uczestników sporu przykładanie ręki do linczu.
Na razie piłka jest teraz po stronie Uniwersytetu Warszawskiego, który analizuje pismo OSW. Sam Wiech zapowiada, że to „dopiero początek tej historii”. Pytanie tylko, czy na pewno w tym sensie, w jakim by chciał.
Jedno już się wydarzyło: „klimatyczny autorytet” stracił w tej sprawie najcenniejszą walutę eksperta, czyli wiarygodność.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze