Jeśli rano zegar w piekarniku pokazywał inną godzinę niż telefon, to nie usterka. W nocy z soboty na niedzielę, o 3:00, wskazówki cofnęły się na 2:00. Wróciliśmy do czasu zimowego i zyskaliśmy godzinę snu. Cenę zapłacimy po południu: od dziś zmrok zapada godzinę wcześniej.
W tym roku zmiana przyszła wyjątkowo wcześnie. Zegarki przestawiamy zawsze w ostatnią niedzielę października, a w 2026 roku wypadła ona już 25 października. Na czas letni wrócimy 28 marca 2027 roku.

Zaczęło się od żartu
Często słychać, że zmianę czasu wymyślił Benjamin Franklin. To nie do końca prawda. W 1784 roku, będąc w Paryżu, napisał satyryczny tekst, w którym namawiał paryżan do wcześniejszego wstawania, żeby oszczędzać świece. Proponował jednak zmianę nawyków, a nie przestawianie zegarów.
Entomolog i budowlaniec
Prawdziwy pomysł narodził się na drugim końcu świata. W 1895 roku George Vernon Hudson, nowozelandzki urzędnik pocztowy i pasjonat owadów, zaproponował przesuwanie zegarów latem o dwie godziny. Chodziło mu o to, żeby po pracy mieć więcej jasnego dnia na zbieranie okazów. Nikt go nie posłuchał.
Kilka lat później, zupełnie niezależnie, na ten sam pomysł wpadł brytyjski przedsiębiorca budowlany William Willett. W 1907 roku wydał broszurę „The Waste of Daylight”. Irytowało go, że Brytyjczycy przesypiają letnie poranki. Proponował, by w kwietniu co niedzielę przesuwać zegary o 20 minut, a we wrześniu tak samo je cofać. Legenda głosi, że chciał mieć więcej czasu na golfa.
Willett poświęcił tej sprawie resztę życia i większość oszczędności. Parlament odrzucał projekt rok po roku. Willett zmarł w 1915 roku i nie doczekał chwili, w której jego pomysł wszedł w życie.
Niemcy byli pierwsi
Pomysł Brytyjczyka jako pierwsze wcieliło w życie Cesarstwo Niemieckie. 30 kwietnia 1916 roku, w środku I wojny światowej, Niemcy i Austro-Węgry przesunęły zegary o godzinę do przodu. Powód był czysto wojenny: mniej sztucznego światła oznaczało mniej spalonego węgla, który był potrzebny na froncie.
Wielka Brytania poszła w ślady Niemiec kilka tygodni później. Potem dołączyły kolejne kraje Europy, a w 1918 roku także Stany Zjednoczone.
Ciekawostka: Niemcy byli pierwszym państwem, ale nie pierwszym miejscem na świecie. Już w 1908 roku czas letni wprowadziło kanadyjskie miasteczko Port Arthur, dziś część Thunder Bay w Ontario.
Polska: od rozkazu okupanta do dyrektywy UE
Na ziemiach polskich zegarki po raz pierwszy przestawiono już w 1916 roku na rozkaz niemieckiego okupanta. W niepodległej Polsce zrobiono to tylko raz, w 1919 roku. W 1940 roku czas letni znowu narzucili Niemcy.
Po wojnie zmianę czasu stosowano w latach 1946–1949 i 1957–1964. Na stałe wróciła w 1977 roku i obowiązuje bez przerwy do dziś.
Warto pamiętać o jednym szczególe, o którym wielu z nas już zapomniało. Do 1995 roku czas zimowy wracał w Polsce o miesiąc wcześniej, bo w ostatnią niedzielę września. Od 1996 roku dostosowaliśmy się do kalendarza europejskiego i zegarki cofamy pod koniec października.
Dziś o terminach decyduje dyrektywa UE z 2001 roku. Zmiana zachodzi w całej Unii w tej samej chwili: o 1:00 czasu uniwersalnego. W Polsce to 3:00 w nocy, w Portugalii 2:00, a w Grecji 4:00.

Dlaczego robi to tyle krajów?
Bo przez cały XX wiek wydawało się to rozsądne. Zegary przestawiało się w czasie obu wojen światowych, a potem podczas kryzysu naftowego w latach 70. Za każdym razem argument był ten sam: oszczędność energii.
Później doszła wygoda. Sąsiedzi, którzy ze sobą handlują, wolą mieć te same godziny na zegarach. Dlatego Unia zharmonizowała terminy, żeby pociągi, samoloty i giełdy nie gubiły się w różnicach czasu.
To jednak nie jest reguła światowa. Zmianę czasu stosuje dziś tylko około 40 proc. państw. Zrezygnowały z niej m.in. Japonia, Indie, Turcja, Egipt, Argentyna i Brazylia. W USA nie przestawiają zegarków Hawaje i Arizona. Na półkuli południowej jest odwrotnie niż u nas: czas letni zaczyna się tam jesienią naszego kalendarza.
I jeszcze jeden niemiecki wątek. Hiszpania od 1940 roku żyje w czasie środkowoeuropejskim, tym samym co Polska, choć geograficznie leży na zachodzie Europy. Gdy w Warszawie jest południe, w Madrycie też, a w sąsiedniej Lizbonie dopiero 11:00. To skutek decyzji gen. Franco, który zrównał czas Hiszpanii z czasem Niemiec. Hiszpańscy eksperci przyznają, że kraj jest w „złej” strefie, ale zmieniać jej nikt nie zamierza.
Który czas jest naturalny?
Zimowy. Formalnie nazywa się on czasem środkowoeuropejskim (UTC+1) i jest naszym czasem standardowym. Czas letni (UTC+2) to sztuczne przesunięcie o godzinę.
Czas środkowoeuropejski wyznacza południk 15° długości wschodniej, który przechodzi przez zachodnią Polskę, m.in. przez Zgorzelec. Tam zimą Słońce góruje około południa. W Białymstoku, prawie osiem stopni dalej na wschód, dzieje się to ponad pół godziny wcześniej.
Latem wszystko przesuwa się o godzinę. Słońce góruje około 13:00, a na zachodzie kraju w czerwcu robi się ciemno dopiero około 22:00. To przyjemne dla spacerów, ale nasz zegar biologiczny kieruje się Słońcem, nie wskazówkami.
Jak to odbija się na zdrowiu
Lekarze są zgodni co do jednego: wiosenna zmiana jest gorsza od jesiennej. Wiosną tracimy godzinę snu, jesienią ją odzyskujemy. Organizm potrzebuje jednak kilku dni, a czasem nawet dwóch tygodni, żeby się przestawić.
Co mówią badania:
- Wypadki. Analiza z 2018 roku wykazała, że ryzyko śmiertelnego wypadku drogowego rośnie o ok. 30 proc. w dniu wiosennej zmiany i o ok. 16 proc. przy jesiennej.
- Serce. Starsze badania ze Szwecji sugerowały więcej zawałów po wiosennej zmianie. Duża analiza z 2025 roku, obejmująca niemal 170 tys. pacjentów, nie potwierdziła jednak istotnego wzrostu.
- Nastrój. Jesień to czas krótszych dni i wcześniejszego zmroku. Badanie z 2017 roku wiązało przejście na czas zimowy ze wzrostem przypadków depresji o 11 proc.
- Co byłoby najzdrowsze. Amerykańscy naukowcy wyliczyli w modelach, że stały czas zimowy przez cały rok przyniósłby największe korzyści zdrowotne. Stały czas letni też by pomógł, ale w mniejszym stopniu.
Po co więc to wszystko, skoro energii też nie oszczędzamy? Współczesne badania pokazują, że zysk na oświetleniu zjada większe zużycie na klimatyzację i paliwo.
Czy to był ostatni raz?
Raczej nie. W 2018 roku Komisja Europejska zaproponowała koniec ze zmianą czasu, a w 2019 roku pomysł poparł Parlament Europejski. Sprawa utknęła jednak w Radzie UE: państwa nie potrafią się dogadać, który czas zostawić na stałe. Polska od lat jest za zniesieniem zmian.
Jesienią 2025 roku temat ożywiła Hiszpania. Premier Pedro Sánchez stwierdził, że przestawianie zegarków straciło sens, i zaapelował do UE o zakończenie go w 2026 roku. W lutym 2026 roku Komisja Europejska rozpoczęła nowe badanie z dziesięcioma scenariuszami. Wyniki mają być gotowe do końca roku.
Na razie wszystko zostaje po staremu. Polskie rozporządzenie o zmianie czasu obejmowało lata 2022–2026 i dzisiejsza noc była ostatnią zmianą z tej listy. Nowe przepisy wyznaczają już jednak daty do 2031 roku. Najbliższa: 28 marca 2027 roku. Wtedy znowu stracimy godzinę.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze