W czwartek 22 października, krótko po godzinie 11:00, na stanowisko kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Polkowicach wpłynęło zgłoszenie. Na pastwisku między Wysoką a Jędrzychówkiem koń wszedł do rowu z wodą i nie potrafił się z niego wydostać.
Brzmiało to jak jedno z wielu nietypowych wezwań. Na miejscu okazało się, że to walka z czasem.

Pułapka, z której nie ma wyjścia
Dno rowu było torfowe, czyli miękkie, zdradliwe, zasysające wszystko, co się w nim znajdzie. Koń zapadł się niemal do połowy ciała. Każdy ruch, każda próba wyrwania się sprawiała, że grzązł głębiej i tracił resztki sił. Strażacy opisywali później, że postępujące wycieńczenie i częściowe podtapianie realnie zagrażały jego życiu.

Trudno sobie wyobrazić, jak długo walczył, zanim ktoś go zauważył. Jak bardzo był przerażony, gdy błoto nie puszczało, a woda podchodziła coraz wyżej. Koń waży zwykle od 400 do 700 kilogramów i w błocie jest niemal bezwładny. Nie da się go po prostu wyciągnąć siłą rąk.

Łopaty, pasy i cierpliwość
Na miejsce przyjechali strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Polkowicach oraz druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Przemkowie. Ochotnicy dotarli także quadem, który poradził sobie tam, gdzie ciężki wóz bojowy by ugrzązł.
Praca była mozolna. Strażacy, stojąc po kolana w błocie, odkopywali zwierzę centymetr po centymetrze. Potem trzeba było przeciągnąć pod nim pasy transportowe — w gęstej, zimnej mazi, przy przestraszonym, zmęczonym koniu, który w każdej chwili mógł się szarpnąć. Ktoś musiał być przy jego głowie. Ktoś musiał uspokajać. Ktoś musiał pilnować, żeby nie zachłysnął się wodą.
Minęła godzina. Potem druga. Akcja trwała w sumie około trzech godzin.

Chwila, na którą wszyscy czekali
Gdy pasy były już na miejscu, do pracy ruszył ciągnik. Powoli, ostrożnie, bez szarpnięć — tak, żeby nie zrobić krzywdy wycieńczonemu zwierzęciu. Błoto w końcu puściło. Koń znalazł się na twardym gruncie.
Został przekazany pod opiekę lekarza weterynarii i właściciela. Przeżył.

„Żadne życie nie jest obojętne”
Zdjęcia z akcji, wykonane przez kpt. Jacka Sasielę z polkowickiej komendy, szybko trafiły do sieci. Jeden z wpisów, w którym autor dziękował strażakom za to, że żadne życie nie jest im obojętne, zebrał w ciągu doby ponad 60 tysięcy reakcji i tysiące komentarzy. Ludzie pisali o łzach, o wzruszeniu, o dumie.
Bo ta historia nie jest o sprzęcie ani o procedurach. Jest o tym, że w zwykły październikowy czwartek grupa ludzi — zawodowców i ochotników — zeszła do zimnego, śmierdzącego torfowiska i została tam tak długo, jak było trzeba. Dla zwierzęcia, które nie mogło im podziękować. Które nawet nie rozumiało, że ktoś przyszedł je ratować.
I może właśnie dlatego to zdjęcie tak porusza.
Strażakom z JRG Polkowice i OSP Przemków bardzo dziękujemy.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze