Trzy godziny w torfowym błocie. Strażacy nie poddali się w walce o życie konia

Na zdjęciu widać czerwony hełm pochylony nad zwierzęciem, ubłocone po kolana mundury, drabinę rzuconą na grząski brzeg i końską głowę, ledwie wystającą ponad czarną maź. To zdjęcie w ciągu jednego dnia obiegło internet. Ludzie zatrzymywali się przy nim, bo pokazuje coś, czego nie da się opisać statystyką: kilkoro ludzi, którzy przez kilka godzin nie odpuścili, choć chodziło „tylko” o życie konia.

4 minut czytania
Trzy godziny w torfowym błocie. Strażacy nie poddali się w walce o życie konia
foto: tulegnica.pl
← Powrót na niezalezna.pl
Trzy godziny w torfowym błocie. Strażacy nie poddali się w walce o życie konia

W czwartek 22 października, krótko po godzinie 11:00, na stanowisko kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Polkowicach wpłynęło zgłoszenie. Na pastwisku między Wysoką a Jędrzychówkiem koń wszedł do rowu z wodą i nie potrafił się z niego wydostać.

Brzmiało to jak jedno z wielu nietypowych wezwań. Na miejscu okazało się, że to walka z czasem.

foto: tulegnica.pl

Pułapka, z której nie ma wyjścia

Dno rowu było torfowe, czyli miękkie, zdradliwe, zasysające wszystko, co się w nim znajdzie. Koń zapadł się niemal do połowy ciała. Każdy ruch, każda próba wyrwania się sprawiała, że grzązł głębiej i tracił resztki sił. Strażacy opisywali później, że postępujące wycieńczenie i częściowe podtapianie realnie zagrażały jego życiu.

„Mamo, dam radę. Będzie dobrze”. Leżał sparaliżowany w szpitalu i pocieszał mamę. 18-letni Kuba ma ostatnie dni, by uratować swoją szansę
Pierwszy dzień szkoły. Kuba pojechał na praktyki. Do domu już nie wrócił. Zmiażdżona klatka piersiowa, osiem złamanych żeber, złamany bark, uszkodzony kręgosłup i 31 dni na OIOM-ie. Lekarze nie wiedzieli, czy w ogóle się obudzi. Przeżył, ale nie czuje nóg. Mimo to codziennie walczy i to on dodaje otuchy swojej mamie. Na rehabilitację, która daje mu szansę, brakuje ponad 150 tys. zł, a zbiórka kończy się jutro. Każda złotówka się liczy, a część tego, co wpłacisz, wróci w rozliczeniu podatkowym.

Trudno sobie wyobrazić, jak długo walczył, zanim ktoś go zauważył. Jak bardzo był przerażony, gdy błoto nie puszczało, a woda podchodziła coraz wyżej. Koń waży zwykle od 400 do 700 kilogramów i w błocie jest niemal bezwładny. Nie da się go po prostu wyciągnąć siłą rąk.

foto: tulegnica.pl

Łopaty, pasy i cierpliwość

Na miejsce przyjechali strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Polkowicach oraz druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Przemkowie. Ochotnicy dotarli także quadem, który poradził sobie tam, gdzie ciężki wóz bojowy by ugrzązł.

Praca była mozolna. Strażacy, stojąc po kolana w błocie, odkopywali zwierzę centymetr po centymetrze. Potem trzeba było przeciągnąć pod nim pasy transportowe — w gęstej, zimnej mazi, przy przestraszonym, zmęczonym koniu, który w każdej chwili mógł się szarpnąć. Ktoś musiał być przy jego głowie. Ktoś musiał uspokajać. Ktoś musiał pilnować, żeby nie zachłysnął się wodą.

Minęła godzina. Potem druga. Akcja trwała w sumie około trzech godzin.

Ewa Skibińska przez lata ukrywała nałóg. Tak maskowała problem
Ewa Skibińska od 15 lat nie pije alkoholu, ale doskonale pamięta czas, gdy nałóg stopniowo przejmował kontrolę nad jej życiem. Opowiedziała, jak przez lata ukrywała uzależnienie, dbając o nienaganny wygląd i zachowując pozory normalności. Przyznała też, że przełom nastąpił dzięki przyjaciółce, która zwróciła uwagę na pewien szczegół.

Chwila, na którą wszyscy czekali

Gdy pasy były już na miejscu, do pracy ruszył ciągnik. Powoli, ostrożnie, bez szarpnięć — tak, żeby nie zrobić krzywdy wycieńczonemu zwierzęciu. Błoto w końcu puściło. Koń znalazł się na twardym gruncie.

Został przekazany pod opiekę lekarza weterynarii i właściciela. Przeżył.

foto: tulegnica.pl

„Żadne życie nie jest obojętne”

Zdjęcia z akcji, wykonane przez kpt. Jacka Sasielę z polkowickiej komendy, szybko trafiły do sieci. Jeden z wpisów, w którym autor dziękował strażakom za to, że żadne życie nie jest im obojętne, zebrał w ciągu doby ponad 60 tysięcy reakcji i tysiące komentarzy. Ludzie pisali o łzach, o wzruszeniu, o dumie.

Bo ta historia nie jest o sprzęcie ani o procedurach. Jest o tym, że w zwykły październikowy czwartek grupa ludzi — zawodowców i ochotników — zeszła do zimnego, śmierdzącego torfowiska i została tam tak długo, jak było trzeba. Dla zwierzęcia, które nie mogło im podziękować. Które nawet nie rozumiało, że ktoś przyszedł je ratować.

I może właśnie dlatego to zdjęcie tak porusza.

Strażakom z JRG Polkowice i OSP Przemków bardzo dziękujemy.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze