Niemcy znów wiedzą lepiej! „Polacy nie mają odwagi”. Berlińska prasa poucza nas, kim był Chopin. Zazdroszczą?

Ledwo „Chopin, Chopin!” wszedł do niemieckich kin, a tamtejsi recenzenci już tłumaczą Polakom, jak mają rozumieć własnego bohatera narodowego. „Die Welt” pisze o „ultrakatolickiej Polsce”, która „nie ma odwagi” przyznać, że Chopin kochał mężczyzn. „Berliner Morgenpost” dodaje, że „Polacy nie chcą oglądać swojego bohatera w takim ujęciu”. Zamiast oceniać film, niemieccy dziennikarze znów oceniają nas, jakby czuli się lepsi.

4 minut czytania
Niemcy znów wiedzą lepiej! „Polacy nie mają odwagi”. Berlińska prasa poucza nas, kim był Chopin. Zazdroszczą?
Eryk Klum jako Fryderyk Chopin
← Powrót na niezalezna.pl
Niemcy znów wiedzą lepiej! „Polacy nie mają odwagi”. Berlińska prasa poucza nas, kim był Chopin. Zazdroszczą?

Premiera w Niemczech i lekcja moralności gratis

Film Michała Kwiecińskiego z Erykiem Kulmem w roli Chopina wszedł do niemieckich kin 22 października pod tytułem „Chopin. Sonata w Paryżu”. W Polsce produkcja za 72 mln zł zebrała m.in. cztery Orły i Brązową Żabę na Camerimage.

Niemiecka prasa zajęła się jednak głównie tym, czego w filmie nie ma. Jak zrelacjonowała Deutsche Welle, Manuel Brug z „Die Welt” narzeka, że film po raz kolejny pokazuje Chopina jako heteroseksualistę, choć, jego zdaniem, przeczą temu listy kompozytora.

„Tego jednak film nie pokazuje i nie ma odwagi pokazać, choć czasy powinny już do tego dojrzeć: Chopin, którego imię nosi warszawskie lotnisko (…) kochał mężczyzn”

– pisze Brug. I dorzuca zdanie, które w Polsce wywołało burzę:

„Problem w tym, że nie w ultrakatolickiej Polsce”.

„Polacy nie chcą”. Skąd oni to wiedzą?

Podobnie wypowiada się „Berliner Morgenpost”. Gazeta pyta, czy muzykologia uprawiała „straightwashing”, czyli przedstawiała Chopina jako heteroseksualnego, i kończy:

„Najwyraźniej Polacy nie chcą oglądać swojego bohatera w takim ujęciu”.

Najwyraźniej? A kto ich pytał? Niemiecki recenzent, który obejrzał jeden film, wie, czego chce 38 mln Polaków. Wie też, że film o Chopinie nakręcony w Polsce musi być dowodem na polskie kompleksy, a nie na przykład na wybór artystyczny reżysera.

„Mamo, dam radę. Będzie dobrze”. Leżał sparaliżowany w szpitalu i pocieszał mamę. 18-letni Kuba ma ostatnie dni, by uratować swoją szansę
Pierwszy dzień szkoły. Kuba pojechał na praktyki. Do domu już nie wrócił. Zmiażdżona klatka piersiowa, osiem złamanych żeber, złamany bark, uszkodzony kręgosłup i 31 dni na OIOM-ie. Lekarze nie wiedzieli, czy w ogóle się obudzi. Przeżył, ale nie czuje nóg. Mimo to codziennie walczy i to on dodaje otuchy swojej mamie. Na rehabilitację, która daje mu szansę, brakuje ponad 150 tys. zł, a zbiórka kończy się jutro. Każda złotówka się liczy, a część tego, co wpłacisz, wróci w rozliczeniu podatkowym.

Chopin, nasza świętość i niemiecka wyższość

Najbardziej uwiera ton niemieckich recenzentów. „Die Welt” wyśmiewa „pruderyjną biografistykę XIX wieku”, a Polskę opisuje jak zacofany skansen, który dopiero musi „dojrzeć”. Film Kwiecińskiego nazywa przy tym „chaotycznym, przewidywalnym i przez to nużącym”.

Trudno nie zadać pytania: czy gdyby taki film nakręcili Niemcy o Beethovenie, ktoś w Warszawie pisałby, że „ultraprotestanckie Niemcy nie mają odwagi”? Czy może to po prostu kolejna okazja, żeby pouczyć Polaków, którzy mają kompozytora, jakiego zazdrości im cały świat?

Nie wszyscy w Niemczech pieją z oburzenia

Uczciwie trzeba dodać, że nie cała niemiecka prasa poszła tą drogą. Wolfram Goertz z „Die Zeit” pisze, że twórcom udała się rzadka sztuka, bo spektakularnie pokazali, jak pracują kompozytorzy. Chwali Kwiecińskiego za to, że z „polskiej narodowej świętości” zrobił wiarygodnego człowieka, a Eryka Kulma za charyzmę.

Skąd w ogóle ta teoria?

Wszystkie niemieckie recenzje powołują się na tę samą książkę: „Mężczyźni Chopina” szwajcarskiego dziennikarza muzycznego Moritza Webera. Weber już w 2020 r. w audycji szwajcarskiego radia SRF przekonywał, że listy Chopina, zwłaszcza do przyjaciela Tytusa Woyciechowskiego, zawierają wątki homoerotyczne, a biografowie je przemilczali.

Polscy eksperci od lat odpowiadają, że sprawa nie jest taka prosta. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina podkreślał wtedy, że czułe, egzaltowane zwroty do przyjaciół były w epoce romantyzmu normą, a w polszczyźnie brzmią inaczej niż w tłumaczeniu. Nawet amerykański tłumacz listów Chopina, prof. David Frick z Yale, uznał za absurd tezę, że przekłady celowo zmanipulowano.

Krótko mówiąc: to jest spór historyków, który trwa i będzie trwał. A nie dowód na to, że Polacy „boją się prawdy”.

Reklama Tuska w Indiach. Sponsorem firma z afery wizowej? Zandberg kpi
Premier poleciał do Indii, a tamtejsza prasa powitała go z pompą. Całostronicowa reklama w dzienniku „Business Standard”, wielkie zdjęcie i podpis „His Excellency”. Posłanka KO pochwaliła się nią w sieci, ale internauci zajrzeli na sam dół strony. Wśród sponsorów jest VFS Global, firma, która przyjmuje wnioski o polskie wizy i której umowę z ambasadą w New Delhi badała sejmowa komisja ds. afery wizowej.

Chopin jest nasz i nie potrzebujemy nauczania od Niemców

Kogo kochał Chopin, nie wiemy na pewno i być może nigdy się nie dowiemy. Wiemy za to, że jego muzyka, jego tęsknota za Polską i jego serce, które spoczywa w kościele Świętego Krzyża w Warszawie, należą do nas. Polskie kino ma prawo pokazać go tak, jak chce, a niemieccy recenzenci mają prawo go krytykować. Tylko lekcji z polskości od sąsiadów zza Odry naprawdę nie potrzebujemy.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze