Justyna Steczkowska od trzech dekad funkcjonuje w świecie, który z jednej strony daje uwielbienie publiczności, a z drugiej potrafi błyskawicznie zweryfikować zaufanie do ludzi. Wokalistka, która przez lata wypracowała sobie pozycję jednej z najbardziej charakterystycznych postaci polskiej sceny muzycznej, coraz częściej pozwala sobie na osobiste refleksje dotyczące branży.

W programie „Stare zdjęcia gwiazd” artystka wróciła wspomnieniami do mniej przyjemnych doświadczeń związanych z show-biznesem. Przyznała, że zdarzały się sytuacje, gdy ktoś próbował jej zaszkodzić. Jak podkreśliła, z czasem nauczyła się reagować inaczej niż kiedyś.
„Podłożył, ale zorientowałam się. Przepuściłam to przez siebie. Odpuściłam stres i złe wibracje i poszłam dalej. Dziś jestem innym człowiekiem niż kiedyś”
— wyznała.
Steczkowska nie ukrywała, że dawniej podobne sytuacje mocno ją dotykały. Dziś podchodzi do nich z większym dystansem i spokojem. Zamiast wdawać się w konflikty, woli odcinać się od negatywnych emocji i iść dalej. W jej wypowiedzi trudno było jednak nie wyczuć rozczarowania mechanizmami, które od lat funkcjonują w branży rozrywkowej.
„Show-biznes nie jest wyjątkowy pod tym względem. Po prostu ludzie są w porządku albo nie. To w zasadzie jedyne kryterium wszędzie”
— stwierdziła.
Wokalistka zaznaczyła też, że wyniosła z domu zupełnie inne wartości. To właśnie one miały sprawić, że nigdy nie odnajdywała się w grach, układach i medialnych przepychankach. Jak przyznała, nie potrafiłaby działać kosztem drugiego człowieka, nawet jeśli dla wielu osób w show-biznesie podobne zachowania są codziennością.
„To, co zawsze mną kierowało i moimi rodzicami, to dobre serce. Ja po prostu nie potrafiłabym takich rzeczy robić”
— podkreśliła.
Najmocniej wybrzmiały jednak jej słowa o hipokryzji. Steczkowska przyznała, że przez lata była świadkiem wielu sytuacji, które pokazywały zupełnie inne oblicze ludzi znanych z telewizji czy sceny. Publiczny wizerunek często rozmija się — jej zdaniem — z tym, co dzieje się za kulisami.
„W show-biznesie jest dużo tego, co jest bardzo słyszalne i widoczne, a ja to wiem, bo byłam świadkiem wielu sytuacji z drugiej strony”
— mówiła.
I dodała jeszcze bardziej dosadnie:
„Jest na pewno dużo hipokryzji — tu jestem biały, a jednak parę plam na mnie jest. Po co mówić, że jestem biały, wybielony wybielaczem — nie wiem — to już poza mną”.
Artystka nie wskazała konkretnych nazwisk ani sytuacji, ale właśnie ta powściągliwość sprawiła, że jej wypowiedź wybrzmiała jeszcze mocniej. Zamiast sensacyjnych oskarżeń pojawiła się raczej gorzka refleksja o świecie, w którym uśmiechy i deklaracje nie zawsze znaczą to samo, co prywatne działania.








Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze