Justyna Steczkowska postanowiła publicznie odnieść się do komentarzy Kayah, które wywołały spore poruszenie wśród fanów Eurowizji. Wokalistka opublikowała w mediach społecznościowych długi wpis, w którym nie ukrywała emocji.
„Zawsze szanuję prawo innych artystów do własnej opinii i bardzo cenię różnorodność w sztuce”
— zaczęła dyplomatycznie.

Szybko jednak przeszła do sedna. Jak przyznała, słowa o „tanich wygibasach” zwyczajnie ją zasmuciły.
Steczkowska podkreśliła, że za widowiskami scenicznymi stoją miesiące ciężkiej pracy, treningów i przygotowań całego zespołu. Nie chodzi wyłącznie o sam występ, ale o ludzi, emocje i ogromną dyscyplinę.
„Za każdym naszym scenicznym ruchem stoją miesiące pracy, treningu, dyscypliny, emocji i serca ludzi, którzy tworzą widowisko z prawdziwej pasji”
— napisała.

Wpis utrzymany był w tonie spokojnym, ale trudno nie odnieść wrażenia, że artystka bardzo świadomie postanowiła odpowiedzieć koleżance z branży. Zwłaszcza że chwilę później pojawiła się lekka, ironiczna szpilka.
Steczkowska zaprosiła Kayah na wspólne śpiewanie „na smoku”, kilka metrów nad ziemią. — „Obiecuję, że będę trzymać bardzo mocno. Bo to wcale nie są takie tanie wygibasy, jak czasem mogą wyglądać z dołu…” — napisała z uśmiechem.

Na końcu artystka zwróciła się także do Alicji Szemplińskiej, której życzyła powodzenia i publicznie okazała wsparcie. „Jest wspaniała i wierzę, że świat to doceni” — dodała.
Cała sytuacja błyskawicznie rozgrzała internet. Jedni stanęli po stronie Kayah, podkreślając prawo do krytycznej opinii o współczesnych widowiskach scenicznych typu Eurowizja. Inni uznali, że słowa o „tanich wygibasach” były po prostu niepotrzebne — szczególnie wobec artystów, którzy od miesięcy przygotowują spektakularne występy.

A że obie wokalistki mają spotkać się już wkrótce w Sopocie? Atmosfera wokół festiwalu właśnie zrobiła się znacznie ciekawsza.




Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze