Finansowa kroplówka płynie szerokim strumieniem
Funkcjonariusze zarządzający TVP po raz kolejny mogą spać spokojnie dzięki ogromnym przelewom z budżetu państwa. Jak informują Wirtualne Media, spółka w ostatnich tygodniach otrzymała dwie potężne transze gotówki. 25 września na jej konto trafiło 180 milionów złotych, a już 9 października kolejne 360 milionów!

Mówimy tu o zawrotnej sumie ponad pół miliarda złotych, która została wpompowana w państwowego nadawcę tylko jesienią. Jeśli doliczymy do tego gigantyczną umowę z lutego na kwotę 900 milionów oraz sierpniowe 250 milionów, otrzymamy obraz molocha, który bez regularnej budżetowej kroplówki po prostu poszedłby na dno.
Brak kasy dla zwykłych ludzi
Największe oburzenie budzi jednak moment, w którym te astronomiczne kwoty spłynęły na konto telewizji. Jeszcze w połowie września na korytarzach Woronicza panowała nerwowa atmosfera, bo setki zwykłych współpracowników skarżyło się na dwutygodniowe opóźnienia w wypłacaniu ich ciężko zarobionych pensji!

Nadawca zasłaniał się wówczas przedłużającymi się negocjacjami z Ministerstwem Kultury, niemal wprost przyznając, że bez ministerialnych przelewów nie ma z czego zapłacić swoim ludziom.
Zamiast zarabiać na siebie, telewizja całkowicie uzależniła się od łaski państwa, tłumacząc swoje zaległości "brakiem systemowych rozwiązań" i wstrzymaniem środków z abonamentu przez regulatora. Zwykli pracownicy musieli czekać na to, aż państwo wreszcie sypnie gotówką, by mogli uregulować domowe rachunki.
Nierentowny gigant zjada własny ogon
Przelew na ponad pół miliarda złotych to zaledwie próba łatania gigantycznej dziury, w której tkwi stacja. Choć w ubiegłym roku TVP mogła pochwalić się przychodami rzędu ponad 3,7 miliarda złotych, jej koszty rosły w zastraszającym tempie, pochłaniając niemal całą tę kwotę. Ostatecznie spółka zakończyła rok mocno pod kreską, z gigantyczną stratą netto przekraczającą 170 milionów złotych.

Kiedyś dziurę łatano obligacjami, teraz pieniądze na realizację publicznej misji płyną z budżetu państwa w formie gotówkowych dotacji. Dla przeciętnego Kowalskiego morał z tej historii jest prosty i bardzo bolesny – niezależnie od tego, czy ogląda programy TVP, czy nie, z jego podatków płyną miliardy na utrzymanie finansowo niewydolnej maszyny, która bez tej państwowej kroplówki nie jest w stanie terminowo opłacić nawet własnych pracowników!



Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze