Michał Koterski od lat nie ukrywa, że jego życiorys daleki był od spokojnej, przewidywalnej opowieści. Uzależnienie od alkoholu i narkotyków odcisnęło na nim wyraźne piętno, ale dziś stanowi przede wszystkim punkt odniesienia — coś, o czym mówi głośno, by inni nie musieli przechodzić tej samej drogi.

Zamiast budować wokół siebie legendę „upadłego i odrodzonego”, Koterski konsekwentnie zamienia doświadczenie w działanie. Powołał do życia prywatny ośrodek leczenia uzależnień „Uzdrowieni”, wydał audiobook „Michał Koterski. To już moje ostatnie życie”, a teraz coraz częściej spotyka się z młodymi ludźmi, dla których jego historia staje się czymś więcej niż tylko opowieścią.

Ostatnia prelekcja w Koninie miała wymowny tytuł: „Trudne dzieciństwo, nałogi & PRZEMIANA, NOWE ŻYCIE!”. I choć podobne spotkania potrafią mieć różną dynamikę, tym razem wydarzyło się coś, co nawet samego Koterskiego zaskoczyło.
— Takie spotkania mają dla mnie niesamowitą moc. Sala pęka w szwach. Czuję ogromną wdzięczność
— przyznał tuż po wydarzeniu.

Najbardziej uderzające okazało się jednak skupienie młodych słuchaczy.
— Sam byłem w szoku. Nie wiem, czy spali, czy byli tak cicho, bo faktycznie mnie słuchali
— mówił.
— Dorośli przychodzą z własnej woli, młodziaki są na takich spotkaniach w ramach lekcji, więc bywa różnie. A dziś? Półtorej godziny pełnego skupienia
— dodał.
W jego opowieści nie ma miejsca na wygodne skróty. Koterski mówi o rzeczach trudnych, momentami bolesnych, takich, które bardziej prowokują do myślenia, niż dają gotowe odpowiedzi. I być może właśnie dlatego sala zamilkła.










Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze