Szokujące kulisy imprezy w Ministerstwie Rolnictwa. Resort zarobił OKRĄGŁE ZERO

Skandal wokół luksusowego pokazu mody w gmachu Ministerstwa Rolnictwa zatacza coraz szersze kręgi! Urzędnicy próbowali się gęsto tłumaczyć w specjalnym oświadczeniu, ale ich słowa brzmią jak ponury żart z polskich rolników. Z analizy komunikatu wynika, że za udostępnienie ministerialnej przestrzeni, resort nie zarobił nic! Co dostał w zamian? Obietnicę promocji miodu i jabłek! A na widowni w najlepsze bawił się Dyrektor Generalny ministerstwa, uwieczniając wszystko na zdjęciach.

4 minut czytania
Szokujące kulisy imprezy w Ministerstwie Rolnictwa. Resort zarobił OKRĄGŁE ZERO
Wniebowzięty dyrektor w resorcie rolnictwa Marek Cieśliński wszystko fotografował | fot. X
Powrót na niezalezna.pl
Szokujące kulisy imprezy w Ministerstwie Rolnictwa. Resort zarobił OKRĄGŁE ZERO

Biznes życia! Oddali gmach za jabłka i sery?

Kiedy media poinformowały, że w najważniejszym dla polskiej wsi budynku odbył się ekskluzywny pokaz mody z udziałem warszawskiej śmietanki towarzyskiej, w resorcie zapanowała panika. Ministerstwo szybko wydało oświadczenie, w którym z dumą ogłosiło, że była to umowa "komercyjna", a gmach po prostu wynajęto. Brzmi jak świetny interes dla państwa? Nic bardziej mylnego!

Dziennikarz Jacek Liziniewicz bezlitośnie obnażył te urzędnicze fikołki. Z oficjalnego komunikatu wynika, że "kluczowym elementem wynegocjowanej przez ministerstwo umowy komercyjnej było zobowiązanie najemcy" do sfinansowania strefy promującej polską żywność.

Ministerstwo zapłaciło za badanie, które ich pogrążyło. Wyniki chowali, aż w końcu wyciekły
Zapłacili 8 tysięcy złotych z pieniędzy podatników za badanie opinii publicznej. Kiedy wyniki okazały się dla nich druzgocące, po prostu je schowali do szuflady. Dopiero po formalnym wniosku dziennikarze wydobyli prawdę i teraz Ministerstwo Kultury ma poważny problem z tłumaczeniem się.
"Jeżeli myślicie, że opublikowali ile siana zarobili to wynika z tego, że zarobili okrągłe »zero«"

- podsumowuje w punkt Liziniewicz.

Wszystko wskazuje na to, że zamiast potężnego zastrzyku gotówki do budżetu za wynajem zabytkowych wnętrz w centrum stolicy, władze resortu wynegocjowały... stoisko z polskimi jabłkami, serami i miodem dla celebrytów! Czy tak według urzędników wygląda "racjonalne zarządzanie mieniem państwowym"?

Dyrektor Generalny w blasku fleszy

Ktoś mógłby pomyśleć, że chociaż kierownictwo resortu zachowało powagę i odcięło się od tego modowego cyrku. Skądże znowu! Były wiceminister rolnictwa, Krzysztof Ciecióra, ujawnił, że na pokazie brylował sam Dyrektor Generalny ministerstwa Marek Cieśliński.

Minister mówi, że nie pił. Jego bliskie współpracowniczki same zdradziły się na TikToku
Ciąg dalszy afery w Kielcach. Resort rolnictwa zapewniał, że szef Stefan Krajewski unika alkoholu, szczególnie w Wielkim Poście. Tymczasem ludzie z jego najbliższego otoczenia sami chwalą się w mediach społecznościowych mocno zakrapianą imprezą. Momentami właśnie wódka odgrywa główną rolę.

Urzędnik najwyższego szczebla nie tylko z pierwszych rzędów obserwował zmagania modelek na wybiegu, ale też gorliwie wszystko dokumentował.

Dyrektor Generalny Marek Cieśliński też był i wszystko dokumentował. Dobrze, że najważniejsze osoby z kierownictwa ministerstwa rolnictwa tak gorliwie promują polską żywność"

- skomentował ironicznie Ciecióra, dołączając nagrania z imprezy.

Wygląda na to, że kiedy rolnicy załamują ręce nad rosnącymi kosztami i brakiem obiecanej pomocy rządu, dyrekcja resortu woli bawić się w najlepsze z VIP-ami.

Plaskacz dla polskiej wsi!

Ta sprawa to absolutny wizerunkowy blamaż. Podczas gdy zdesperowani rolnicy walczą o przetrwanie i czekają na konkretne wsparcie, gmach, w którym powinny zapadać najważniejsze decyzje ratujące branżę, staje się wybiegiem dla modelek. Tłumaczenie, że zorganizowanie pokazu mody było genialnym narzędziem promowania polskiej żywności, wywołuje na wsi jedynie potężną wściekłość.

Kawa droższa o 300 proc. Minister rolnictwa zaproponował... alternatywę: napar z żołędzi
„Mamy piękną, bardzo dobrą kawę z żołędzi w Polsce” – przekonywał minister rolnictwa Stefan Krajewski, komentując możliwość wzrostu cen kawy w związku z planowanymi zmianami unijnych przepisów. Wypowiedź polityka szybko stała się przedmiotem kpin. I trudno się dziwić. Problem nie polega bowiem na tym, czy Polacy wypijają „hektolitry” kawy, lecz na tym, że minister zamiast rzeczowo wyjaśnić możliwe konsekwencje zmian, sięgnął po żołędzie.

Rolnicy nie potrzebują imprez, na których gwiazdki show-biznesu zajadają się darmowym serem w błyskach fleszy. Niestety, decydenci z Ministerstwa Rolnictwa najwyraźniej bardziej przejmują się nowymi trendami w modzie niż dramatem rozgrywającym się na polskich polach.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze