O księżnej Dianie napisano książki, nakręcono filmy, seriale i dokumenty. Jej fotografie przez dekady analizowano niemal klatka po klatce, a garderoba stała się osobnym rozdziałem historii mody. Londyńska wystawa znalazła jednak sposób, by opowiedzieć tę doskonale znaną historię jeszcze raz — i zrobić to zupełnie inaczej.
W Somerset House można oglądać 15 instalacji przygotowanych z tysięcy świeżych kwiatów. Każda nawiązuje do konkretnego stroju Diany i związanej z nim historii. Za poszczególne kompozycje odpowiadają różni projektanci, a obok kwiatowych interpretacji prezentowane są fotografie księżnej w oryginalnych kreacjach.
„Historia Diany była opowiadana milion razy i na bardzo wiele sposobów. Nigdy wcześniej nie opowiedziano jej za pomocą świeżych kwiatów”
— powiedziała kuratorka wystawy Karen Marshall.

Orchidee zamiast tkaniny. Tak wraca królewska podróż Diany
Jedna z najbardziej efektownych instalacji mieni się czerwienią oraz odcieniami różu i fioletu. Nawiązuje do stroju związanego z królewską wizytą w Tajlandii. W tym przypadku wybór roślin nie był przypadkowy.
Artysta Art Narasit Nuadolo sięgnął przede wszystkim po orchidee. Dzięki temu kompozycja nie tylko przypomina kreację księżnej, ale otrzymała również bardziej osobisty, kulturowy wymiar.
„Mam przez to poczucie, że ta suknia reprezentuje jednocześnie moją tradycję i mój kraj”
— tłumaczył.

Nie zabrakło także kreacji związanej z jednym z najbardziej pamiętnych wieczorów w życiu Diany. W 1985 roku podczas gali w Białym Domu księżna zatańczyła z Johnem Travoltą. Fotografie wirującej na parkiecie pary błyskawicznie obiegły świat.
Diana miała wówczas na sobie ciemną suknię projektu Victora Edelsteina. Kreacja stała się jednym z symboli jej stylu, a sam taniec utrwalił obraz księżnej potrafiącej na moment porzucić dworską sztywność i znaleźć się w samym centrum popkultury. W Londynie słynny strój odtworzono przede wszystkim z hortensji.

Nie tylko wielkie gale. Wystawa przypomina inną twarz Diany
Twórcy nie skupili się wyłącznie na spektakularnych sukniach z czerwonych dywanów i oficjalnych przyjęć. Kwiaty przypominają także o działalności charytatywnej księżnej.
Hortensje oraz różowe i żółte chryzantemy guzikowe wykorzystano do interpretacji stroju, który Diana miała na sobie podczas jednej z wizyt w sierocińcu. W ten sposób garderoba staje się jedynie punktem wyjścia do opowiedzenia historii o spotkaniach i działalności, która budowała jej publiczny wizerunek równie mocno jak efektowne kreacje.

Jedna z instalacji przywołuje również wydarzenie, którego trudno byłoby oczekiwać na wystawie poświęconej modzie. W 1997 roku Diana przeszła przez pole minowe w Angoli. Miała na sobie kamizelkę ochronną i przyłbicę, a fotografie z tego momentu obiegły świat. Jej gest stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów kampanii przeciwko minom przeciwpiechotnym.
Właśnie zestawienie takich scen z balowymi sukniami pokazuje, że londyńska ekspozycja nie jest wyłącznie pokazem florystycznej wirtuozerii. Stroje mają prowadzić do konkretnych momentów z życia Diany — od królewskich podróży i wielkich gal po działalność humanitarną.

Setki godzin pracy nad jedną instalacją
Efekt może wyglądać lekko i niemal bajkowo, ale przygotowanie kompozycji wymagało ogromnej precyzji. Jak zdradziła Karen Marshall, nad każdą z instalacji pracowano przez setki godzin. Jednym z największych problemów było znalezienie roślin i materiałów, które pozwolą oddać nie tylko kolor, lecz także fakturę oraz sposób układania się oryginalnych tkanin.
Szczególnym wyzwaniem okazała się błękitna suknia, w której Diana pojawiła się na czerwonym dywanie w Cannes. Jej kwiatową interpretację wykonano m.in. z mocno przerzedzonej trawy pampasowej. Delikatne źdźbła mają imitować miękko opadający materiał.
„Za pomocą kwiatów niezwykle trudno jest osiągnąć taki efekt”
— przyznała kuratorka.

I być może właśnie w tym tkwi urok całego przedsięwzięcia. Suknie, które przez lata oglądaliśmy na archiwalnych fotografiach, tym razem nie zostały po prostu skopiowane. Artyści przełożyli je na zupełnie inny język — ulotny, delikatny i wymagający niezwykłej cierpliwości.
Karen Marshall liczy, że zwiedzających najpierw zatrzyma uroda samych kompozycji. Dopiero później ma przyjść refleksja nad historiami ukrytymi za kolejnymi strojami.
„Chcę, żeby ludzie po wejściu przede wszystkim powiedzieli: «Och, to jest przepiękne!». Bo jest. Ale marzy mi się też, żeby przeczytali opisy, zrozumieli znaczenie każdej sukni i naprawdę zdali sobie sprawę z tego, ile wysiłku artyści-floryści włożyli w stworzenie tych prac”
— podkreśliła.
Kwiatowa opowieść o księżnej Dianie pozostanie w londyńskim Somerset House do 6 października. W tym przypadku ulotność jest zresztą częścią całego pomysłu. Suknie Diany przetrwały dekady. Te wykonane z kwiatów z natury nie mogą trwać wiecznie.








Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze