Z planu telewizyjnego do polityki
Jeszcze niedawno Sobkowiak-Czarnecka relacjonowała politykę jako korespondentka TVP w Brukseli i reporterka Panoramy oraz Polsatu. Potem nagle zmieniła stronę kamery.
W 2019 roku trafiła do zespołu doradców Władysława Kosiniaka-Kamysza. Rok później kierowała już jego sztabem w kampanii prezydenckiej.

SAFE – jej bilet do MON
Argumentem za nominacją na wiceministra jest program SAFE, czyli unijna pożyczka na rzekome finansowania zbrojeń, który Sobkowiak-Czarnecka wdrażała jako pełnomocniczka rządu. Sam Kosiniak-Kamysz nie kryje, że to nagroda za jedno zadanie:
„Sprawdziła się przy budowie i organizacji polskiej prezydencji, tam się narodził program SAFE”.
Tyle że SAFE od miesięcy jest jednym z najbardziej spornych tematów w polskiej polityce. Gdy padło pytanie o konkretne liczby, eksperci szacują same koszty odsetkowe programu na 42 miliardy euro, czyli około 178 miliardów złotych, a łączny koszt na 340 miliardów złotych, Sobkowiak-Czarnecka nie odpowiedziała na liczby. Mówiła o „podważaniu zaufania do Wojska Polskiego” i „lawinie głupot” ze strony krytyków.

Wojna z Pałacem i mocne słowa
Spór o SAFE przerodził się w otwarty konflikt z prezydentem Karolem Nawrockim, który zawetował ustawę. Broniąc się przed zarzutami o nielegalne obejście weta, wiceministra rzuciła w mediach: „Do żadnego więzienia nie idę”. Zapewniała, że wszystko było „Lege Artis, choć dla części prawników i opozycji sprawa wciąż jest sporna.
Gdy pytano ją o stanowisko generała Andrzeja Kowalskiego z BBN w tej sprawie, odpowiedziała żartem, że pokazuje jej „swoją tylną część ciała”. Zabawna odpowiedź, ale niekoniecznie tak, jak powinna mówić osoba odpowiadająca za miliardy złotych z publicznych pożyczek.

Twarz kampanii, nie wojska
Dziennikarz Polskiego Radia ocenił, że to właśnie konflikt z prezydentem „rzucił kłodę pod nogi”, dzięki czemu Sobkowiak-Czarnecka stała się „twarzą rządowej polemiki” i „bardzo urosła” politycznie. Inny publicysta nazwał jej awans prosto: „trampoliną do politycznej kariery”.
Jeszcze wcześniej dziennikarze Interii informowali, że na finiszu kampanii wyborczej w 2027 roku ma być „twarzą” całego rządu. Innymi słowy tu nie chodzi o to, czy zna się na rzeczy i rozumie wojsko, lecz o to, że dobrze wypada przed kamerą, a Koalicji 13 grudnia brakuje nowych twarzy na czas kampanii.

Czy to wystarczy?
Sama Sobkowiak-Czarnecka nie widzi w tym problemu. Na pytania o kwalifikacje odpowiada krótko: kupujemy sprzęt w polskim przemyśle dla polskiego wojska, „z czym tu można się nie zgadzać”. Tylko że to brzmi bardziej jak slogan kampanijny niż odpowiedź na pytanie o przygotowanie do zarządzania transformacją armii za dziesiątki miliardów złotych.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze