Niemcy piszą o „lalkomanii”
Tekst o polskim szaleństwie na punkcie „Lalki” opublikowała w internetowym wydaniu „Süddeutsche Zeitung” jej korespondentka Viktoria Grossmann. Wiąże ona ogromne zainteresowanie XIX-wieczną powieścią z niemal równoczesną premierą serialu Netfliksa i pełnometrażowego filmu.

Kim jest autorka? Viktoria Großmann pracuje dla „Süddeutsche Zeitung” od około 15 lat, a od 2023 roku jako korespondentka w Warszawie. Zajmuje się Polską, Czechami, Słowacją i krajami bałtyckimi. Z wykształcenia jest literaturoznawczynią, więc o Prusie pisze z perspektywy kogoś, kto zna klasykę od podszewki.

„Lalka” jako narodowa świętość
Dlaczego akurat „Lalka” tak nas rozpala? Zdaniem niemieckiej dziennikarki to coś więcej niż historia miłosna czy portret epoki. Nazywa ją rodzajem narodowej świętości, w której jak w niewielu innych dziełach zawiera się polska dusza. To według niej tłumaczy gorące spory wokół nowych ekranizacji.
Jest też powód bardziej przyziemny. Grossmann zauważa, że wszyscy czytali „Lalkę”, bo to lektura obowiązkowa, więc każdy ma prawo do własnej opinii. I rzeczywiście z niego korzysta.
Emocje sięgnęły tak wysoko, że głos zabrał nawet premier Donald Tusk, który na X poprosił, by każdy miał prawo do swojej oceny, ale żeby nikt się przy tej okazji nie pozabijał.

Dwie „Lalki”, jeden spór
Polska jesień upływa pod znakiem pojedynku dwóch adaptacji. 16 września na Netfliksie zadebiutował sześcioodcinkowy serial z Sandrą Drzymalską jako Izabelą Łęcką i Tomaszem Schuchardtem jako Wokulskim. Serial Pawła Maślony wywołał zarówno zachwyty, jak i oburzenie, a kinowa wersja ma być znacznie wierniejsza oryginałowi. W kinowej „Lalce” w główne role wcielili się Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska.
A żeby było zabawniej, w tym samym tygodniu do polskich kin weszły dwa filmy zatytułowane „Lalka”: ekranizacja z Dorocińskim i amerykański horror Roda Blackhursta. Kinomani musieli uważać, na który seans kupują bilet.
Polacy wracają do książki
„Lalkomania” to nie tylko ekran. Według badania agencji K+ Research 46 proc. widzów serialu deklaruje, że chce ponownie przeczytać powieść. Dla 41 proc. kontakt z „Lalką” kończył się dotąd na szkolnej lekturze.
Moda na Prusa dotarła też za Odrę. Rok temu szwajcarskie wydawnictwo Kampa wydało nowy niemiecki przekład autorstwa Lisy Palmes i Lothara Quinkensteina, pierwszy od siedmiu dekad. Wydanie uzupełnia esej Olgi Tokarczuk o tym, dlaczego ta książka wciąż fascynuje.

Lektura na niepewne czasy
Skąd ten powrót do XIX wieku akurat teraz? Niemiecka dziennikarka ma ciekawą teorię. Jej zdaniem może to mieć związek z poczuciem niepewności i gwałtownych zmian. W takich czasach ucieczka w obszerną powieść o minionej epoce, z jej dawnymi troskami i nadziejami, jest szczególnie kusząca.
„Lalkę” można czytać jako opowieść o przełomie i rodzeniu się nowego porządku społecznego, ale można też po prostu zanurzyć się w historii miłosnej. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Czego Niemcy mogą nie zrozumieć?
Tłumaczka Lisa Palmes obawia się, że część znaczeń powieści umknie niemieckiemu czytelnikowi, bo „Lalka” opowiada też o narodzie podzielonym między trzech zaborców. Grossmann zwraca uwagę, że dla Polaków wciąż ważne jest pytanie, czy da się usprawiedliwić to, że Wokulski robił interesy z Rosjanami.
Ponad 130 lat po premierze Prus wciąż potrafi wywołać dyskusję, i to nie tylko nad Wisłą.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze