Michał Rachoń: „Wtedy zmieniłem wszystko”. Jego wyznanie to gotowy scenariusz filmowy

W programie „Odbudowani” u Karola Gnata Michał Rachoń wrócił do momentu, który całkowicie odmienił jego życie i sprawił, że porzucił świetnie zapowiadającą się karierę menedżera sportowego, by wejść do świata mediów. To nie była decyzja podjęta z dnia na dzień. To była misja, która, jak sam mówi, „przyszła do niego” w najbardziej dramatycznym momencie współczesnej historii Polski.

3 minut czytania
Michał Rachoń: „Wtedy zmieniłem wszystko”. Jego wyznanie to gotowy scenariusz filmowy
← Powrót na niezalezna.pl
Michał Rachoń: „Wtedy zmieniłem wszystko”. Jego wyznanie to gotowy scenariusz filmowy

„To był tydzień kompletnego szoku”. Noc z 9 na 10 kwietnia 2010 roku zmieniła jego życie

Rachoń opowiada, że tamtej nocy siedział z kolegą, który polityką nie interesował się wcale. I wtedy padło pytanie o znaczenie Federacji Rosyjskiej, które, jak dziś mówi, zapamiętał na zawsze.

„On mówi: czy to dzisiaj ma jeszcze jakieś znaczenie? A ja mówię: tak. I nie mam żadnych wątpliwości, że Federacja Rosyjska myśli o Polsce jako o przestrzeni podboju, a nie partnerze.”

Kilka godzin później wydarzyła się katastrofa smoleńska.

„Od razu szok, że to się wydarzyło. To jest rzecz, która spowodowała wszystkie wielkie, ważne zmiany w moim życiu. Miałem tydzień kompletnego szoku. Byłem załamany. Zaczynałem szukać, zbierać informacje, wiedząc, że ja coś powinienem w tej sprawie zrobić.”

To był moment, w którym, jak sam przyznaje, poczuł, że nie może już wrócić do dawnego życia.

Miller ma żądanie wobec prezydenta Nawrockiego. „Otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi”
W ciągu jednego tygodnia Zełenski nadał elitarnej jednostce specjalnej imię „Bohaterów UPA” i osobiście uczestniczył w honorowym pogrzebie przywódcy OUN Andrija Melnyka. Były premier Leszek Miller nie wytrzymał i wezwał prezydenta Nawrockiego do odebrania ukraińskiemu przywódcy najwyższego polskiego odznaczenia.

Ojciec powiedział mu jedno zdanie. I to zdanie pchnęło go do działania

W programie Rachoń wspomina, że to właśnie jego ojciec zobaczył w nim gotowość do zmiany.

„To mój ojciec pchnął mnie w tym kierunku, mówiąc, że jestem gotowy, by wziąć się do roboty. Ja wtedy zmieniłem zawodowo wszystko.”

I naprawdę zmienił. Porzucił intratną pracę menedżera sportowego, w której, jak sam mówił w innych wywiadach, „mógłby zostać na lata”. Zaczął pisać do „Gazety Polskiej Codziennie”. To był pierwszy krok.

Grudzień 2012. Konferencja, która przesądziła o wszystkim

Rachoń opowiada, że przełom przyszedł niespodziewanie, podczas jednej z konferencji prasowych.

„Siedzę przed komputerem i nagle jest konferencja: Tomasz Sakiewicz, Bronisław Wildstein, Katarzyna Gójska, Rafał Ziemkiewicz… Zobaczyłem, że powstaje grupa konserwatywnych dziennikarzy, którzy mówią coś niewyobrażalnego: zróbmy konserwatywną, prawicową telewizję.”

To był grudzień 2012 roku, czyli dokładnie wtedy, gdy projekt Telewizji Republika był ogłaszany publicznie. Stacja ruszyła kilka miesięcy później: 10 kwietnia 2013 w internecie, 6 maja 2013 na satelicie.

Rachoń wspomina:

„Patrzę i myślę: kurde, ja chcę tam być. Jeszcze nic nie było… ale ja chcę tam być.”

I wtedy wydarzyło się coś, co dziś brzmi jak scenariusz filmowy.

„Chyba tego samego dnia zadzwoniła do mnie Ewa Stankiewicz z pytaniem, czy bym nie chciał. A ja już znałem odpowiedź.”

Tak zaczęła się jego przygoda z Telewizją Republika — pierwszą telewizją w jego życiu.

Olechowski z nowym gadżetem u Michała Rachonia. Wiemy, co miał na ręce
Widzowie programu prowadzonego przez Michała Rachonia szybko zwrócili uwagę nie tylko na temat rozmowy, ale też na nowy gadżet Jarosława Olechowskiego. Na nadgarstku szefa wydawców Republiki pojawił się charakterystyczny zegarek w patriotycznych barwach. Udało nam się sprawdzić, co to za model i gdzie można go kupić.

Misja zamiast kariery. Rachoń mówi o tym bez patosu, ale z pełnym przekonaniem

W rozmowie z Karolem Gnatem nie ma wielkich słów, ale jest coś mocniejszego: konsekwencja. Rachoń opowiada o swoim wyborze jak o czymś oczywistym, choć wcale takie nie było. Porzucił pewną, dobrze płatną pracę. Wybrał drogę trudniejszą, bardziej ryzykowną, ale, jak mówi, prawdziwą.

To historia o tym, jak jedno wydarzenie może wywrócić życie do góry nogami.

I o tym, że czasem misja staje się ważniejsza niż kariera.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze