Dobra zmiana…
Trudno było zdecydować, czy to jeszcze wydarzenie medialne, czy już casting do programu o modowych wpadkach. Kreacja była tak dopasowana, że sprawiała wrażenie, jakby walczyła z grawitacją o każdy centymetr materiału, a złote łańcuszki na biodrach wyglądały bardziej jak element ciasnej zbroi niż biżuteria.

Dobrosz-Oracz (47 l.), stawia na styl „zauważ mnie”. Tym razem jednak efekt był trudny do przeoczenia nawet dla osób stojących tyłem do ścianki. Róż zlewał się z różem, cekiny odbijały światło jak reflektory na koncercie.
Seksi?
Sama zainteresowana przyznała w mediach społecznościowych: „Chciałam być seksi”. Plan wykonany – choć mina sugerowała raczej, że cekiny są cięższe, niż zakładał projekt.
Szybko pojawiła się też klasyczna linia obrony: to wina zdjęć, światła i fotografa. Problem w tym, że suknia naprawdę świeciła własnym blaskiem – i to takim, który spokojnie mógłby zastąpić oświetlenie studia.


A Wy jak oceniacie kreację Justyny Dobrosz-Oracz?





Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze