Ilona Felicjańska od lat otwarcie mówi o problemach, z którymi przyszło jej się zmierzyć. Była modelka nie ukrywa, że uzależnienie od alkoholu miało ogromny wpływ na jej życie, a wychodzenie z nałogu wiązało się z bolesnymi doświadczeniami. W najnowszej rozmowie z Żurnalistą wróciła do okresów, w których potrzebowała specjalistycznej pomocy.
Jak się okazuje, dwukrotnie zdecydowała się na dobrowolny pobyt w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach. Za każdym razem towarzyszyły jej inne okoliczności, a z perspektywy czasu inaczej ocenia również motywacje, które skłoniły ją do podjęcia leczenia.

Pierwszy pobyt w Tworkach. Chciała ratować małżeństwo
Pierwszy raz Felicjańska zgłosiła się do placówki po głośnej kolizji samochodowej w 2010 r., którą spowodowała pod wpływem alkoholu. Był to jeden z przełomowych momentów w jej życiu. W szpitalu trafiła na oddział zajmujący się zarówno problemami alkoholowymi, jak i depresją.
Otworzono oddział, który nie był stricte alkoholowy, tylko depresyjno-alkoholowy. (...) Bardzo dużo rzeczy się tam dowiedziałam, ale jak teraz z perspektywy patrzę, to naprawdę ja byłam takim dzieckiem we mgle i tam odkryłam jakieś kawałeczki, które należy naprawić
– opowiadała.
Choć pobyt pozwolił jej lepiej przyjrzeć się własnym problemom, z czasem zrozumiała, że nie wszystkie kwestie udało się wówczas przepracować. Istotną rolę odgrywała również jej relacja z ówczesnym mężem, Andrzejem Rybkowskim.

Felicjańska przyznała, że początkowo liczyła przede wszystkim na to, że terapia pomoże jej uratować małżeństwo i zachować rodzinę dla dzieci. Dziś patrzy na tamtą decyzję z dystansem i przyznaje, że nie była wówczas do końca szczera sama ze sobą.
Ja poszłam na tę terapię po to, żeby nauczyć się żyć z Andrzejem, żeby jednak nie psuć tego małżeństwa, nie psuć dzieciom rodziny, nauczyć się z nim żyć. A to było kłamstwo
– wyznała.
Drugi pobyt w szpitalu. „Wiedziałam, że muszę uciec”
Po latach była modelka ponownie potrzebowała pomocy. Tym razem do szpitala trafiła w okresie pandemii COVID-19, gdy była związana z Paulem Montaną. Jak wynika z jej relacji, sytuacja stała się na tyle trudna, że postanowiła poszukać wsparcia poza dotychczasowym otoczeniem.

Po prostu wiedziałam, że muszę uciec, że to mnie zabija, że potrzebuję pomocy, że potrzebuję to skończyć i tylko tam mogłam wtedy znaleźć pomoc
– wyznała w rozmowie z Żurnalistą.
Felicjańska mówiła również o uzależnieniu od alkoholu oraz silnym przywiązaniu do trudnej relacji. Przyznała, że w najgorszych momentach jej emocje przechodziły ze skrajności w skrajność, a cierpienie stawało się niezwykle trudne do udźwignięcia.
Ilona Felicjańska o bolesnej lekcji
Doświadczenia związane z uzależnieniem i relacjami wpłynęły na sposób, w jaki Felicjańska postrzega dziś własne życie. Z jej wypowiedzi wynika, że jednym z najważniejszych wniosków było zrozumienie, iż nie można budować swojego szczęścia wyłącznie na próbach dopasowania się do drugiej osoby.
To jest chyba najważniejsze w życiu. Nauczyć się umieć żyć ze sobą, jakkolwiek to, co nam się wydawało, że będzie dla nas dobre, dobrym może nie być
– podkreśliła.



Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze