Doda — newsy

Doda oddaje swój... Instagram. Wszystko po to, żeby dalej pomagać zwierzakom

Doda nie skończyła na wysłaniu ton karmy i mat termoizolacyjnych do schronisk. Teraz idzie krok dalej i oddaje swój Instagram. Na co dzień za reklamowy post na jej profilu trzeba zapłacić co najmniej 100 tys. zł. Tym razem ta przestrzeń idzie za darmo, ale nie w próżnię, tylko w barterze - za realną pomoc dla schronisk.

3 minut czytania
Doda oddaje swój... Instagram. Wszystko po to, żeby dalej pomagać zwierzakom
fot. AKPA / Alin Luna Pexels
← Powrót na niezalezna.pl
Doda oddaje swój... Instagram. Wszystko po to, żeby dalej pomagać zwierzakom

Doda nie zwalnia tempa. Po tym, jak zawiozła do Celestynowa tony karmy i mat termoizolacyjnych, jej akcja zaczęła żyć własnym życiem. W schroniskach w całej Polsce trwa walka z mrozem, a ona postanowiła wykorzystać to, co ma najcenniejsze, czyli swoje zasięgi. I zrobiła to w sposób, którego nikt się nie spodziewał.

Doda pomaga psiakom ze schroniska przetrwać zimę. I to konkretnie! Ma też pewien apel
Gdy termometry pokazują kilkanaście stopni poniżej zera, bezdomne zwierzęta walczą nie o komfort, lecz o przetrwanie. Właśnie w taką aurę do schroniska w Celestynowie przyjechała Doda. Piosenkarka kupiła dziesiątki psich kurtek, materiały do ocieplenia bud, zasłonki i słomę. Pracownicy placówki nie kryją wzruszenia: pomoc przyszła w najtrudniejszym momencie, gdy mrozy dawały się we znaki najbardziej.

Artystka ogłosiła, że oddaje swój Instagram. Nie symbolicznie, tylko realnie, jako przestrzeń reklamową, która normalnie kosztuje ponad 100 tys. zł za jeden post.

Teraz ta sama powierzchnia idzie za darmo, ale w zamian za konkretną pomoc dla zwierząt. Budy, karma, słoma, koce, materiały termoizolacyjne. Każda firma, która dostarczy coś, co ratuje psy przed zimnem, może liczyć na publikację u Dody. Prosty układ, który może zadziałać szybciej niż jakakolwiek zbiórka.

Monika Richardson straciła psa i atakuje klinikę weterynaryjną. “To zorganizowana szajka”
Monika Richardson kilka dni temu poinformowała o śmierci swojego psa Paco. Kilka dni później zdecydowała się pokazać dane kliniki, która próbowała ratować życie jej psa, oraz rachunek, który według dziennikarki jest pokazem braku “elementarnej przyzwoitości”. Jej wp0is wywołał burzę, na Richardson spadła fala krytyki ze strony weterynarzy z całej Polski. W odpowiedzi jednak dziennikarka nie przebierała w słowach, nazywając ich... zorganizowaną szajką.
Wyglądam, jak wyglądam. Praca na mrozie robi swoje. W ogóle się nie żalę. Chcę Wam powiedzieć, że zaczęło się w ogóle niewinnie, ale w mojej głowie i u mojego menadżera zrodził się pomysł. Ludziom bardzo chętnie odmawiam, jestem bardzo asertywna, ale zwierzętom nigdy. Oddaje swojego Instagrama za darmo, w ręce firm. Chcę tylko, żeby za równowartość, w barterze, wspomogli te schroniska. I to jak najszybciej.

- deklaruje wokalistka.

Wolontariusze nie kryją, że to dla nich ogromna szansa. Zasięgi Dody to setki tysięcy ludzi, a jeden jej post potrafi odmienić los całego schroniska. Według naszych informacji, już pierwszego dnia po ogłoszeniu akcji zgłosiły się firmy, które chcą pomóc. Jedni oferują karmę, inni budy, jeszcze inni deklarują transport. Widać, że jej pomysł trafił w moment, bo mrozy są bezlitosne, a schroniska biją na alarm. Psy marzną, zapasy topnieją, a każda noc to walka o przetrwanie.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze