Chwalińska i „nieodebrany telefon od prezydenta”. Sęk w tym, że... takiego telefonu w ogóle nie było

Po sukcesie Mai Chwalińskiej, polski internet żył opowieścią o tym, że po finale Rolanda Garrosa, zawodniczka nie odebrała telefonu od prezydenta. Brzmiało to jak gotowy skandal: młoda tenisistka, triumfalny wynik, a w tle rzekomo zignorowana głowa państwa. Problem w tym, że cała historia powstała z jednego zdania, które Chwalińska wypowiedziała na konferencji prasowej. Część mediów same stworzyły typową medialną plotkę. Sugerowano, że Chwalińska zignorowała telefon od samego prezydenta.

3 minut czytania
Chwalińska i „nieodebrany telefon od prezydenta”. Sęk w tym, że... takiego telefonu w ogóle nie było
Maja Chwalińska przeszła przez turniej Rolanda Garrosa jak burza — od kwalifikacji aż do wielkiego finału
← Powrót na niezalezna.pl
Chwalińska i „nieodebrany telefon od prezydenta”. Sęk w tym, że... takiego telefonu w ogóle nie było

To tylko pokazuje rzetelność pewnych mediów w Polsce, a może nawet celową dezinformację. Wszak było zupełnie inaczej.

W rzeczywistości tenisistka powiedziała tylko tyle, że nie odbiera nieznanych numerów. To jej stała zasada, o której mówi od lat. W ferworze emocji po finale Rolanda Garrosa przyznała, że wśród nieodebranych połączeń „mógł być prezydent”, bo przecież nie ma jego numeru w telefonie. To była zwykła, ludzka anegdota, a nie informacja o tym, że prezydent próbował się z nią skontaktować. Tym tokiem myślenia, młoda tenisistka „nie odebrała telefonu” nawet od samego angielskiego króla czy papieża. Cóż, każdy z nas, na co dzień „nie odbiera telefonu” od światowych prezydentów.

Maja Chwalińska dostanie stypendium od ministerstwa sportu. Znamy kwotę
Przez lata mówiła, że brakuje jej pieniędzy na trenerów, fizjoterapeutów i wyjazdy. Teraz sytuacja Mai Chwalińskiej zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Po jej spektakularnym wejściu do światowej czołówki, minister sportu przyznał jej specjalne stypendium, które ma wreszcie dać jej stabilność, o jaką walczyła od początku kariery.

Internet jednak zrobił swoje. W sieci zaczęły pojawiać się nagłówki o „zignorowaniu głowy państwa”, choć nikt, ani Kancelaria Prezydenta, ani sama Chwalińska, nie potwierdził, że jakiekolwiek połączenie od prezydenta w ogóle miało miejsce. Jedynym oficjalnym gestem ze strony pary prezydenckiej były publiczne gratulacje Pierwszej Damy Marty Nawrockiej, która napisała na platformie X, że cała Polska jest z Mai dumna.

Cała sytuacja pokazuje, jak łatwo jedno zdanie może przerodzić się w internetową historię, która żyje własnym życiem. Chwalińska nie zrobiła nic kontrowersyjnego. Ona po prostu zachowała się jak większość z nas. Ma 24 lata, właśnie przeżyła największy turniej w swojej karierze, a telefon, jak twierdzi odbiera tylko od: mamy, taty i trenera. Nic dziwnego, że nie odbiera połączeń z nieznanych numerów, zwłaszcza w czasach, gdy spam telefoniczny potrafi doprowadzić do szału każdego.

Jeśli prezydent rzeczywiście chciałby zadzwonić, ma do dyspozycji oficjalne kanały kontaktu: przez trenera zawodniczki, Polski Związek Tenisowy czy menedżera. W takich sytuacjach nikt nie liczy na to, że sportowiec odbierze telefon z nieznanego numeru w środku turniejowego chaosu.

Znany dziennikarz śledczy trafił do aresztu. Sprawa owiana tajemnicą
Znany dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski, który od lat opisuje kulisy spraw związanych z Romanem Giertychem, trafił do aresztu na trzy miesiące. W sieci od razu pojawiło się pytanie, czy jego ostatnie publikacje mogły komuś nadepnąć na odcisk.

Najważniejsze jest jednak to, co wydarzyło się na korcie. Maja Chwalińska przeszła przez turniej Rolanda Garrosa jak burza — od kwalifikacji aż do wielkiego finału, stając się czwartą Polką w historii, która zagrała o tytuł wielkoszlemowy. Wróciła do kraju jako bohaterka narodowa, witana przez tłumy kibiców i dźwięk „Pszczółki Mai”.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze