Zegarek, który „przypomina produkt marki Omega”, stał się jednym z najbardziej komentowanych dodatków u posła Szejny. Jak ustaliła PAP, na wtorkowym posiedzeniu klubu Lewicy odbyła się rozmowa dyscyplinarna z posłem Andrzejem Szejną, a wszystko przez medialne zamieszanie wokół wartości czasomierza.

Na początku tygodnia poseł w rozmowie z telewizją wPolsce24 potwierdził, że zegarek, który miał na nadgarstku, jest Omegą. Gdy dziennikarz zapytał, dlaczego nie ma go w oświadczeniu majątkowym, Szejna zmienił ton:
„Muszę sobie przypomnieć, co to za zegarek”
— stwierdził, sugerując, że jednak nie jest to produkt tej marki.

Zgodnie z przepisami parlamentarzyści muszą zgłaszać ruchomości warte ponad 10 tys. zł, a zegarki Omega zwykle przekraczają tę kwotę. To właśnie ta różnica między deklaracją a obowiązkiem prawnym wywołała dyskusję.

Kłopotliwy Speedmaster
W późniejszym wpisie w serwisie X poseł zapewnił, że nie złamał przepisów. Wyjaśnił, że oświadczenia majątkowe składa się według stanu na 31 grudnia, a w okresie objętym dokumentem nie posiadał zegarka o wartości przekraczającej 10 tys. zł. Na antenie TVP Info dodał, że nigdy nie był właścicielem tak luksusowego modelu.

A jednak podróbka?
Według źródeł PAP, podczas posiedzenia klubu Lewicy Szejna miał powiedzieć, że zegarek jest repliką. Jeden z posłów relacjonował:
„To była rozmowa dyscyplinarna, Andrzej powiedział nam, że to jest podróbka”.
Inny rozmówca PAP podkreślił, że problemem nie była wartość zegarka, lecz sposób tłumaczenia sytuacji. Klub oczekuje teraz ekspertyzy, która jednoznacznie określi wartość zegarka.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze