„Zamach na brzuchy naszych dzieci”. Borkowska pyta, kto naprawdę stoi za dietą planetarną w szkołach

Afera wokół nowych zasad żywienia w szkolnych stołówkach nie cichnie. Do grona krytyków dołączyła dziennikarka Monika Borkowska, która w mocnych słowach rozprawiła się zarówno z samą reformą, jak i z minister edukacji Barbarą Nowacką, a przy okazji zadała pytanie, które BlaskOnline stawiało już wcześniej: kto tak naprawdę stoi za forsowaniem diety planetarnej w polskich szkołach.

4 minut czytania
„Zamach na brzuchy naszych dzieci”. Borkowska pyta, kto naprawdę stoi za dietą planetarną w szkołach
← Powrót na niezalezna.pl
„Zamach na brzuchy naszych dzieci”. Borkowska pyta, kto naprawdę stoi za dietą planetarną w szkołach

„To zamach na brzuchy naszych dzieci”

Borkowska, dziennikarka związana z TV Republika, nie zostawiła na reformie suchej nitki.

„To co zrobiła Nowacka, to jest zamach na brzuchy naszych dzieci. Do tych brzuchów powinno trafiać białko. Zdrowe, zwierzęce białko, które jest podstawą budulca, podstawą prawidłowego wzrostu dzieci”

– powiedziała na nagraniu. Jej zdaniem problemem jest to, że rośliny strączkowe i soja mają w nowym modelu żywienia być nie dodatkiem do mięsa, lecz podstawą dania.

Kto zapłacił za jadłospis Twojego dziecka? Od 1 września w szkołach nowe menu, a za nim… producent Ozempicu
Od poniedziałku, 1 września, do polskich stołówek szkolnych i przedszkolnych wchodzi rewolucja żywieniowa, czyli tzw. dieta planetarna. Mniej mięsa, obowiązkowe dania roślinne, koniec ze smażeniem na potęgę. Oficjalnie to troska o zdrowie dzieci i planetę. Nieoficjalnie, jak twierdzi dziennikarz śledczy Krzysztof Strobel, za całym standardem stoi sieć fundacji powiązanych z gigantami przemysłu spożywczego i farmaceutycznego, którzy na nowej diecie mogą tylko zyskać.

Dziennikarka zwróciła też uwagę na kwestię alergii:

„Te produkty to przecież bardzo silne alergeny, więc dzieci powinny być najpierw przebadane. Powinna być pewność, że te produkty można konkretnemu dziecku podać”.

Pytanie o lobby

Najostrzejszy fragment wpisu dotyczy jednak wątpliwości co do kulis całej reformy.

„Zastanawiam się, zresztą tak opisana jest też ta dieta planetarna, czy jakieś lobby nie stoi za dopychaniem tej reformy, bo to przecież nie zostało zrobione ustawą”

– powiedziała Borkowska, zwracając uwagę, że zmiany wprowadzono rozporządzeniem, z pominięciem szerszych konsultacji z rodzicami i dyrektorami placówek.

To pytanie nie pojawia się w próżni. Jak pisaliśmy na łamach BlaskOnline jeszcze przed wejściem przepisów w życie, dieta planetarna, na którą powołuje się polskie Ministerstwo Zdrowia, opiera się na raporcie komisji EAT-Lancet z 2019 roku.

Jak ustalił dziennikarz śledczy Krzysztof Strobel, wśród fundatorów fundacji EAT, która ten raport przygotowała, znajdują się m.in. Fundacja IKEA, Fundacja Rockefellera, Wellcome Trust (powiązany z koncernem GlaxoSmithKline) oraz Fundacja Novo Nordisk, czyli podmiot kontrolujący koncern farmaceutyczny będący producentem Ozempicu i Wegovy, czyli najpopularniejszych obecnie na świecie leków na otyłość i cukrzycę. Strobel wskazywał też na rolę Fundacji ProVeg, która miała przesłać do polskiego ministerstwa gotowe propozycje zapisów jeszcze na etapie projektu rozporządzenia, a dziś prowadzi płatne szkolenia pomagające szkołom wdrożyć te same przepisy. Ministerstwo Zdrowia broni się argumentami zdrowotnymi, wskazując na rosnący odsetek otyłości wśród dzieci oraz na przeprowadzone konsultacje, do których wpłynęło blisko 800 opinii.

Pielęgniarka żąda „diety planetarnej” w sejmowej stołówce. „Precz ze schabowym”
Jeśli dzieciom w szkołach można narzucić dietę bez mięsa, to dlaczego to samo nie miałoby obowiązywać w sejmowej stołówce? Takie pytanie postawiła publicznie Monika Babińska, wysyłając w tej sprawie petycję do Prezydenta RP.

Dyrektorzy w szoku, dzieci głodne?

Borkowska opisała też, jak reforma wygląda z perspektywy rodzica.

„Ja dzisiaj w szkole usłyszałam w sekretariacie, żeby rozważyć, czy na pewno nasze dziecko chce chodzić na obiady. Zrozumiałam dopiero, jak spojrzałam w menu”

– relacjonowała. Jej zdaniem efekt będzie odwrotny do zamierzonego:

„Skończy się tak, że dzieci tych dań jeść nie będą, jedzenie będzie trafiało do kosza, a dzieci będą chodziły głodne. Jak któryś dostanie piątaka, to pójdzie albo po drożdżówkę, albo po czipsy”.
Kto zarobi na diecie planetarnej w szkołach? Płacą samorządy, a obiad może wylądować w koszu
Miało być zdrowiej, taniej i bardziej ekologicznie. Od września szkolne stołówki mają serwować dzieciom więcej strączków, warzyw i produktów pełnoziarnistych. Problem w tym, że zanim na talerz trafi pierwsza porcja soczewicy, szkoła musi zapłacić za szkolenia, konsultacje i nowe jadłospisy. A jeśli dzieci nie będą chciały jej zjeść, ekologiczny obiad skończy tam, gdzie trafia dziś już i tak ogromna ilość szkolnego jedzenia: do kosza.

Ostre słowa pod adresem minister Nowackiej

Dziennikarka nie oszczędziła też samej minister edukacji, zarzucając jej niekompetencję albo złą wolę:

„Ona sama albo nie zna pojęcia, albo perfidnie kłamie. Obstawiam tę drugą opcję, bo dzisiaj w jednej z telewizji zadawane były te podstawowe pytania i okazało się, że sama tego rozporządzenia nie zna, a dodatkowo nie zna także definicji diety planetarnej”.

Warto przypomnieć, że sama Nowacka odpiera zarzuty krytyków równie ostro, a byłego premiera Mateusza Morawieckiego, który nazwał reformę „szaleństwem ideologicznym”, określiła mianem „niedouczonego”, przekonując, że fasola z kaszą to zdrowy i w pełni polski wybór.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze