Julia Żugaj opowiedziała o niecodziennej sytuacji, która spotkała ją podczas trasy promującej książkę „Tak miało być”, napisaną wspólnie z Przemkiem Corso. Historię przytoczyła w materiale „Cały dzień z Julią Żugaj” opublikowanym w serwisie YouTube.

Influencerka wyjaśniła, że w drodze na jedno ze spotkań autorskich przez pomyłkę wsiadła do niewłaściwego pociągu. Zamiast jechać do Berlina, znalazła się w składzie jadącym do Wiednia.
– Wsiadłam do złego pociągu, więc idę do pana konduktora i się pytam, czy jesteśmy w stanie zatrzymać się na jakiejś stacji, żebym ja wysiadła. I on mówi, że jesteśmy, tylko zatrzymanie pociągu kosztuje, bo to jest nieplanowany postój
– relacjonowała.

Jak przyznała, usłyszała wówczas, że koszt dodatkowego zatrzymania wyniesie około 2 tys. zł. Mimo zaskoczenia zdecydowała się ponieść ten wydatek, ponieważ zależało jej na dotarciu na zaplanowane wydarzenie.
Po opuszczeniu pociągu na najbliższej stacji kontynuowała podróż do miejsca spotkania z czytelnikami. Zaznaczyła przy tym, że udział w wydarzeniu nie wiązał się z żadnym wynagrodzeniem, dlatego koszt pomyłki odczuła szczególnie dotkliwie.

Julia Żugaj wielokrotnie podkreślała, że zależy jej na kontakcie z fanami i stara się nie zawodzić osób, które przychodzą na organizowane z jej udziałem wydarzenia.
W rozmowie z mediami odniosła się także do zainteresowania swoim życiem prywatnym.
– To jest całkowicie zrozumiałe, że ludzie się tym interesują, bo my pokazujemy tylko cząstkę naszego życia i pewnie ciekawe jest dla nich to, co dzieje się poza nią
– mówiła.

Jednocześnie przyznała, że popularność ma również swoją cenę.
– Czasem faktycznie czuję, że moja prywatność jest trochę naruszona, ale to też taki zawód, trzeba się do tego przyzwyczaić
– dodała.






Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze