Wokalistka, od lat obecna na scenie i wciąż aktywna zawodowo, przyznała, że sama myśl o odejściu nie budzi w niej lęku. Jak podkreśliła, jedynym prawdziwym strachem jest dla niej możliwość utraty najbliższych i konieczność mierzenia się z ich cierpieniem.
– Jedyne, co mogłoby mnie zaboleć, to śmierć albo niekomfortowe życie moich bardzo bliskich ludzi. Z tym musisz zostać i to przerobić tutaj
– wyznała.

Najwięcej emocji wzbudziło jednak to, co powiedziała o sobie. Steczkowska nie ukrywa, że na własną śmierć patrzy bez niepokoju, a nawet z pewnym spokojem.
– Powiem szczerze, że czekam na nią z utęsknieniem. Nie że do niej dążę, bo wiem, że mam tu jeszcze wiele rzeczy do zrobienia
– zaznaczyła.

Artystka wierzy, że odejdzie w harmonii, bez bólu i strachu.
– Mam nadzieję, że odejdę we śnie, szczęśliwa, że zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby być najlepszą wersją siebie. To nie jest nic strasznego – to tylko zamiana światów
– dodała.
Wyznanie Steczkowskiej pokazuje ją z zupełnie innej strony – nie jako sceniczną diwę, lecz kobietę, która z dystansem i spokojem patrzy na życie i jego kres. I właśnie ta szczerość sprawia, że jej słowa tak mocno rezonują.









Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze