Chodzi o Pasibus, wrocławską sieć streetfoodową, która pojawiła się podczas transmisji w momencie, gdy na ekranie gościła Doda. Zamiast zwykłej wpłaty padła propozycja: 60 tysięcy złotych w zamian za koncert wokalistki na firmowym evencie. W akcji charytatywnej. Dla dzieci chorych na nowotwory. Reakcja była natychmiastowa.
Tu nie ma nic w zamian
Doda nie zostawiła na tym suchej nitki.
Nie ma czegoś w zamian. Pomoc nie polega na "w zamian"
– powiedziała wprost na wizji. Równie bezpośredni był inicjator całej zbiórki, który przypomniał, że chodzi o bezinteresowne wsparcie, a nie negocjacje biznesowe. Trudno było to oglądać bez zażenowania.

W internecie natychmiast zaczęły się pojawiać określenia pokroju "historyczna wpadka marketingowa" i "poważny kryzys wizerunkowy". I chyba mało kto się z tym nie zgodził. Finalnie Pasibus wpłacił 100 tysięcy złotych i to bez żadnego koncertu w zamian. Firma wydała też oświadczenie.
Wydali oświadczenie
Czytamy w nim m.in.:
Nie zabieraliśmy głosu wcześniej, bo cała Polska była skupiona na zbiórce i to był w ostatnich dniach absolutny priorytet. Po zakończeniu streama chcemy odnieść się do sytuacji. Naszą intencją, w dużej mierze spontaniczną, było wsparcie akcji poprzez nawiązanie do formuły, którą Łatwogang stosuje na swoich kanałach, czyli challenge'u. Była to decyzja podjęta pod wpływem emocji i w tamtym momencie uwierzyliśmy, że taka forma może dodatkowo ludzi zmobilizować i podbić zaangażowanie. Naszym celem od początku było wsparcie.
Oświadczenie, które miało ugasić pożar, dla wielu okazało się dolewaniem oliwy do ognia. Marka sama przypomniała internautom o incydencie w momencie, gdy sprawa już powoli cichła.

Całe zamieszanie dzieje się na tle akcji, która przeszła do historii polskiego internetu. Stream Łatwoganga, zaangażowany w zbiórkę na rzecz fundacji Cancer Fighters pomagającej dzieciom z nowotworami, przebił 250 milionów złotych i pobił rekord Guinnessa.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze