Agnieszka Włodarczyk od trzech dekad funkcjonuje w show-biznesie, ale w ostatnich latach coraz częściej musi… oddawać miejsce w świetle reflektorów własnej mamie. Anna Stasiukiewicz, 64 lata, ma energii więcej niż niejedna influencerka 20+ i stała się gwiazdą mediów dzięki swojemu niecodziennemu związkowi. A wszystko zaczęło się od tabloidowej etykiety „arabski książę”, którą ochoczo przyklejono jej partnerowi.

Problem w tym, że księciem nie jest, Arabem też nie, a cała historia ma się do stereotypów tak, jak Instagram do rzeczywistości.
„Rozmawiamy po angielsku, a on nie jest Turkiem, jak pisano. Nader urodził się we Włoszech. Księcia bym nie chciała, a i księciunio nie chciałby mnie”
— wyjaśniła rozbawiona Anna w rozmowie z ShowNews.

Poznali się przez internet, a w listopadzie 2023 roku postanowili zalegalizować tę międzynarodową romansowo-internetową sagę. Od tego czasu Stasiukiewicz regularnie podkreśla, że ich relacja odbiega od „normy”. Ale, jak twierdzi, norma jest przereklamowana, a ona sama — zachwycona.
„Wiem, że to nie jest normalny związek. Tak mi się zdarzyło, siła wyższa, a o uczuciach się nie dyskutuje. Będę z nim tak długo, jak długo będzie dobry, kochany, europejski, no i jak będzie wciąż okazywał miłość i szacunek”
— powiedziała w rozmowie z „Faktem”.

Internauci oczywiście mają swoje uwagi — bo jakżeby inaczej — ale Anna wydaje się mieć na nie odporność większą niż większość celebrytów. Według niej Nader daje jej emocjonalną i finansową stabilność, a ona zamierza cieszyć się życiem, zamiast tłumaczyć się komentatorom z Facebooka.
A żeby nie było, że żyją tylko romantycznymi deklaracjami, para prowadzi także dokumentację codzienności. I to w wersji deluxe. Ostatnio 64-latka wrzuciła na Instagram relację ze „zwykłego dnia”, w którym, o dziwo, znalazło się miejsce na romantyczny spacer, obowiązkowe zdjęcie w windzie oraz kilka fotek przed lustrem — bo outfit też jest bohaterem tej historii.










Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze