I choć akcja od pierwszych godzin bije rekordy oglądalności, Łatwogang zaczyna odczuwać skutki ekstremalnego wysiłku.

700 kilometrów, 40 godzin jazdy i ciało, które zaczyna odmawiać posłuszeństwa
Łatwogang wystartował w piątek o 16:00 z Zakopanego, planując dotrzeć do Gdańska w około 40 godzin. To nie jest zwykła przejażdżka, ale wyczyn na granicy możliwości, bez snu, bez przerw, z jedynie krótkimi postojami technicznymi.
W trakcie transmisji influencer przyznał, że zaczynają pojawiać się problemy zdrowotne. To naturalne przy takim obciążeniu: setki kilometrów, zmienne warunki, brak regeneracji.
Mimo to jedzie dalej, powtarzając, że „każdy rodzaj wsparcia się liczy”.

Dlaczego jedzie? Bo stawką jest życie dziecka
Maks Tocki choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a, jedną z najcięższych chorób genetycznych, prowadzącą do zaniku mięśni, problemów z oddychaniem i pracy serca. Koszt terapii genowej to 15 milionów złotych.
Od października 2025 udało się zebrać ponad 3 miliony, więc brakuje jeszcze około 12.

Łatwogang mówił, że to właśnie historia Maksa popchnęła go do kolejnej ekstremalnej akcji. Chłopiec pojawił się nawet przed kamerą, mówiąc, że „czuje euforię i niedowierzanie”, że ktoś jedzie przez całą Polskę właśnie dla niego.
Transmisja bije rekordy. Milion złotych w dwie godziny
Już po dwóch godzinach live’a udało się przekroczyć pierwszy milion złotych. Widzowie nie tylko wpłacają, ponieważ samo oglądanie pomaga, bo transmisja jest monetyzowana reklamami. To model, który Łatwogang dopracował do perfekcji podczas poprzednich akcji. O godz. 18 jest już ponad 8 200 000 zł.


Ekstremalna jazda, minimalne przygotowania i ogromna presja
Influencer miał bardzo mało czasu na przygotowania. Nie ma nawet szczegółowego planu trasy — jedzie „na żywo”, reagując na warunki i własną kondycję. Towarzyszy mu jedynie samochód techniczny ze znajomymi.
To wszystko sprawia, że jego organizm zaczyna się buntować.
Widzowie zauważają momenty, w których Łatwogang wygląda na wyczerpanego, a on sam przyznaje, że „to największe wyzwanie, jakie podjął”.
A jeśli zbiórka zakończy się przed Gdańskiem? Wtedy… wraca rowerem do Zakopanego. Jeśli pełna kwota zostanie zebrana przed dotarciem nad morze, Łatwogang, po krótkim śnie, ruszy z powrotem, pokonując całą trasę jeszcze raz.
Po rekordowych 280 milionach złotych z poprzedniej zbiórki, Łatwogang znów udowadnia, że potrafi poruszyć całą Polskę. Tym razem na rowerze, w deszczu, w słońcu, w nocy, w bólu, ale z jednym celem: uratować życie Maksa.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze