Diagnoza padła w 2013 roku. Początkowo wiadomo było, że czas i możliwości są ograniczone, a pierwsze prognozy dawały krótkie miesiące życia. To wówczas rozpoczęła się nierówna walka z chorobą, którą Małgorzata prowadziła z niezwykłą godnością i spokojem. Choć niektóre media opisywały jej chorobę jako „walkę”, sama aktorka często przedstawiała ją raczej jako proces adaptacji i współdziałania z własnym ciałem – nie przeciwko niemu.

Jednak brutalna rzeczywistość chemioterapii i medycyny konwencjonalnej szybko dała o sobie znać. Jak wspominała jej córka, Orina Krajewska, polska opieka zdrowotna nie zawsze dawała rodzinie poczucie bezpieczeństwa i pełnej informacji.
„Po pierwszej chemii zostaliśmy oddelegowani do domu w zasadzie bez żadnej informacji. Mama usłyszała: ‘Do zobaczenia za trzy tygodnie, kuruj się teraz’. I tyle. Pacjent powinien wiedzieć jak najwięcej o konsekwencjach chemii. Chemia jest trucizną. Uderza nie tylko w raka, ale też w cały organizm”
– mówiła Orina w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów”.

Rodzina Braunek nie poddawała się jednak łatwo. Gdy leczenie w Polsce wyczerpało swoje możliwości, bliscy zaczęli szukać alternatyw za granicą. „W Polsce skończyły się możliwości. Sprawdzaliśmy kliniki w Chinach, RPA. Ostatecznie wybraliśmy Niemcy. Klinika … była najbliżej, a mama nie miała już siły na długą podróż…” – wspominała Orina Krajewska. Choroba jednak postępowała szybciej, niż wszyscy mogli przypuszczać, i działania ratunkowe w efekcie nie powstrzymały jej rozwoju.
To, co wyróżniało Małgorzatę Braunek w jej ostatnich miesiącach, to nie tyle spektakularne medialne relacje, ile sposób, w jaki godziła się z własnym losem. Dla niej choroba nie była wrogiem, którego trzeba „pokonać” za wszelką cenę, ale częścią życia, którą trzeba zrozumieć i zaakceptować z pokorą. Opinia jej przyjaciół i współpracowników podkreślała, że mimo postępu choroby, aktorka starała się nie rezygnować z codziennych radości, kontaktów z bliskimi i pracy twórczej nawet wtedy, gdy siły były coraz słabsze.
Po śmierci Małgorzaty Braunek jej córka postanowiła kontynuować walkę nie tylko w sensie osobistym, ale i społecznym. Orina zaangażowała się w działania na rzecz poprawy opieki nad chorymi onkologicznie w Polsce, kierując fundacją imienia matki, która ma wspierać kobiety dotknięte podobnymi doświadczeniami. Jak sama mówi: „Jej testament mi nie ciąży. … Ona zawsze będzie źródłem działań…” – to słowa, które oddają sens jej determinacji, by pamięć o matce przynosiła realne zmiany.

Historia Małgorzaty Braunek to nie tylko opowieść o chorobie. To przede wszystkim historia kobiety, która mierzyła się z cierpieniem z odwagą i świadomością, że nawet w obliczu trudnej diagnozy można zachować godność, świadomość i miłość wobec bliskich. Inspiruje nie tylko jej filmowy dorobek, ale również postawa wobec życia i śmierci – głęboka, refleksyjna i pełna człowieczeństwa.



Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze