Dorota Szelągowska opisała w mediach trudny okres związany z diagnostyką onkologiczną. W tekście opublikowanym na łamach „Wysokich Obcasów” poinformowała o wykryciu niepokojącej zmiany.
„Okazało się, że mam guza w piersi”
– napisała. Jak zaznaczyła, zmiana była niewyczuwalna, a wcześniejsze badania, w tym mammografia, nie wykazały nieprawidłowości.

„Moja zmiana ma dwanaście milimetrów. Szybko urosła”
– przekazała, opisując rozwój sytuacji. Przyznała również, że początkowo unikała określenia „guz”, zastępując je słowem „zmiana”.

Po wykryciu nieprawidłowości trafiła pod opiekę specjalistki. Jak relacjonowała, wdrożono szybką ścieżkę diagnostyczną.
„Onkolożka, do której trafiłam, jest wspaniała. Założyła mi kartę DILO, która znacznie przyspiesza diagnostykę, dała skierowania na badania i jakiś rodzaj spokoju (...) Z panią doktor przechodzę krok po kroku różne warianty raka piersi i rodzaje leczenia, i to mnie właśnie uspokaja”
– napisała.

Szelągowska opisała również przebieg biopsji, na którą – jak podkreśliła – zdecydowała się pojechać sama.
„Mam zrobioną biopsję gruboigłową. Moje wycinki poszły na dno. To chyba dobrze. Wszystkie cztery. Pani pielęgniarka poklepywała mnie po ręce za każdym razem, kiedy lekarka wkłuwała się w moją pierś 20-centymetrową igłą do biopsji”
– relacjonowała.

Najtrudniejszym etapem – jak wskazała – było oczekiwanie na wyniki badań. Ostatecznie przekazała ich rezultat krótkim komunikatem: „Zmiana łagodna”.
Po zakończeniu diagnostyki podsumowała swoje doświadczenia słowami: „Rodzę się na nowo”.











Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze