Z płaczem wyrzucona za drzwi
Jej zniknięcie z anteny wywołało w polskim show-biznesie prawdziwe trzęsienie ziemi. W lipcu 2025 roku, gdy ruszały zdjęcia do kolejnej edycji programu "Ninja vs. Ninja", okazało się, że dla wieloletniej gospodyni zabrakło miejsca! Zrozpaczona Karolina Gilon opublikowała w sieci nagranie, na którym cała we łzach siedzi w samochodzie, sugerując, że wyrzucono ją na bruk tuż po powrocie z urlopu macierzyńskiego.
Stacja nie kazała długo czekać na odpowiedź i wystosowała chłodne oświadczenie. Polsat brutalnie uciął spekulacje, twierdząc, że zwolnienie nie miało absolutnie nic wspólnego z jej dzieckiem, a o wszystkim zdecydowały bezlitosne słupki oglądalności i zmiana formatu programu. Z dnia na dzień Gilon została bez swojego najpewniejszego źródła gigantycznych dochodów.

Pasmo porażek
Pozbawiona telewizyjnego etatu celebrytka robiła wszystko, by szybko wrócić na szczyt. Okazja pojawiła się niemal natychmiast. Gilon wystartowała w castingu na prowadzącą hitowe "Mam talent!" w stacji TVN. Niestety, i tym razem musiała przełknąć gorzką pigułkę, bo prestiżowy angaż ostatecznie zgarnęła uśmiechnięta Paulina Krupińska.
Jak donosi portal Pudelek, zdesperowanej gwieździe zaproponowano nawet udział w czwartej edycji "Królowej przetrwania". Kruczek polegał na tym, że miała tam wystąpić jedynie jako zwykła uczestniczka. Urażona duma wzięła jednak górę i Gilon odrzuciła tę propozycję.
Koniec stabilizacji. "Teraz jest różnie"
Choć na Instagramie celebrytka wciąż chwali się luksusowymi podróżami i planami budowy domu ze swoim narzeczonym Mateuszem, to za zamkniętymi drzwiami sytuacja wygląda znacznie mniej kolorowo. W szczerej rozmowie z Damianem Glinką w podcaście Pudelka, Gilon po raz pierwszy tak otwarcie przyznała, że odcięcie od telewizyjnej kasy mocno uderzyło w jej domowy budżet.

"Oczywiście, że takie rzeczy są bardzo odczuwalne. To dawało mi taki spokój, pewność, bo jednak pracowałam i zarabiałam pieniądze i wiedziałam, że mam pracę. A teraz jest różnie – raz jest lepiej, raz jest słabiej i trzeba się do tego dostosować"
- wyznała gorzko prezenterka.
Wygląda na to, że wychowująca małe dziecko gwiazda musi teraz mocno liczyć na finansowe wsparcie swojego partnera. Jak sama przyznaje, żonglują swoimi dochodami, by utrzymać dotychczasowy poziom życia.
Taka praca na etat, można powiedzieć, zawsze daje nam spokój. (...) Mateusz też pracuje, więc dajemy radę. No, on ma lepszy miesiąc czasem, ja mam lepszy miesiąc i po prostu jakoś to sobie razem łączymy. Z głodu nie umieramy i na pewno nikt w mojej rodzinie z głodu nie umrze, więc sobie radzimy. Jest okej
- podsumowała Gilon.
Czy znanej prezenterce uda się jeszcze odbić od dna i wrócić na salony z lukratywnym kontraktem? Na razie pozostaje jej jedynie zaciskać zęby i czekać na lepsze dni.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze