Hawana, której się nie spodziewał
„Moi drodzy, tu ‘Wasz człowiek w Hawanie’. Lękałem się tej podróży. Niepotrzebnie”
— zaczyna Kydryński. Przyznaje, że przed wyjazdem czytał doniesienia o mieście, które rzekomo przestało funkcjonować. Na miejscu zobaczył coś zupełnie innego. Hawana żyje i... to intensywnie. Ulice są oświetlone, dzieci tańczą, a sobotnie Prado gromadzi tłumy. Z bulwaru Malecon widok „mąci w głowie”, a Colon i Centro Havana, jego ulubione „najszemrańsze dzielnice”, pozostają przyjazne i bezpieczne nawet po zmroku.

W jego opisie pojawiają się sceny jak z filmu: gwar San Rafael, muzyka z każdego kąta, hamburgery z ulicznych stoisk i homary w restauracjach. A na Plaza Vieja, tuż obok pomnika Chopina, ktoś gra na trąbce… „Rotę”.

Miasto, które podnieca i żebrze jednocześnie
Kydryński nie ukrywa, że Hawana to miejsce pełne kontrastów.
„Hawana jest wystawna i wyuzdana. Uboga i zmęczona. Głośna. Zmysłowa. Brudna. Kruszy się i murszeje. Podnieca i żebrze. Upada z wolna w ruinę. Wszystko jednocześnie.”
To właśnie ta mieszanka, piękna, chaosu i melancholii — sprawia, że dla niego miasto pozostaje „nieodmiennie oszałamiające”.

Mniej samochodów, czystsze powietrze i… ewakuowani turyści
W drugiej części wpisu zauważa, że na ulicach jest mniej aut, a powietrze stało się wyraźnie zdrowsze.
„Ewakuowano turystów”
— pisze, choć dodaje, że ma nadzieję, iż to tylko chwilowe, bo to właśnie przyjezdni „decydują o losie wyspy”. Po chłodzie stycznia nie ma śladu, lipcowe upały jeszcze nie nadeszły, a on sam podsumowuje:
„Jakie szczęście być tu raz jeszcze.”

„Przyjeżdżajcie! Zostawiajcie mnóstwo pieniędzy”
W końcówce wpisu Kydryński przechodzi do otwartego apelu.
„Przyjeżdżajcie! Zostawiajcie mnóstwo pieniędzy, by dźwignąć to obłędnie piękne miasto, przywrócić mu przedrewolucyjny blask.”
Porównuje Hawanę do Rzymu, Paryża i Wenecji, podkreślając, że, podobnie jak one, powinna trwać wiecznie.







Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze