Historia Olgi Frycz i Alberta Kosińskiego zaczęła się dość filmowo, choć zamiast planu zdjęciowego był parkiet. Poznali się podczas lekcji tańca towarzyskiego, a zawodowa relacja z czasem przerodziła się w uczucie. W 2025 roku para się zaręczyła, a rok później na świecie pojawił się ich syn Jan.
Dla aktorki było to trzecie dziecko. Olga jest już mamą 8-letniej Heleny oraz 5-letniej Zofii z poprzednich relacji. Kosiński wszedł więc nie tylko w związek z Frycz, ale również w istniejący już rodzinny świat. Jak wynika z jego wypowiedzi, nie potraktował tego jednak jako dodatku do relacji z ukochaną.

Albert Kosiński o córkach Olgi Frycz
Tancerz wielokrotnie dawał do zrozumienia, że z córkami narzeczonej stworzył bliską więź i traktuje je jak własne dzieci. Patchwork, który z zewnątrz może kojarzyć się z logistyczną układanką i nieustannym ustalaniem granic, w jego przypadku okazał się źródłem dużej satysfakcji.
To zresztą jeden z ciekawszych elementów ich związku. Frycz przez lata samodzielnie budowała codzienność swoich córek, a pojawienie się nowego partnera oznaczało zmianę nie tylko w jej życiu. Kosiński od początku musiał znaleźć dla siebie miejsce w rodzinie, która miała już własny rytm. Z jego słów wynika, że zamiast próbować ten porządek urządzać od nowa, postawił przede wszystkim na bliskość i komunikację.
O tej ostatniej mówi szczególnie dużo. Niedawno pojawił się w „halo tu polsat”, gdzie uchylił drzwi do ich domowej codzienności. Okazuje się, że w domu Frycz i Kosińskiego próżno szukać rozpiski wiszącej na lodówce z precyzyjnym podziałem zadań.

Kto sprząta, a kto robi pranie?
„Komunikacja to klucz do sukcesu w każdej relacji — także w podziale obowiązków. U nas nie ma sztywnego podziału typu: ktoś zmywa, ktoś odkurza. Po prostu kto ma czas i przestrzeń, ten to robi”
— opowiadał Kosiński.
Ich system jest więc dość prosty: obowiązki przejmuje osoba, która akurat może sobie na to pozwolić. Tancerz przyznał, że ze względu na charakter swojej pracy często spędza poza domem całe dnie. W takich momentach większa część codziennych zadań przypada Oldze. Para korzysta również z pomocy domowej, czego Kosiński nie próbuje ukrywać ani przedstawiać rodzinnej rzeczywistości w przesadnie idealnym świetle.

„Ja pracuję fizycznie i często nie ma mnie cały dzień w domu, więc wtedy większość obowiązków naturalnie spada na Olgę. Mamy też pomoc domową, co bardzo odciąża, a gdy jej nie ma, staram się być w domu”
— wyjaśnił.
Są jednak zadania, które doczekały się w ich domu nieformalnych właścicieli. Śmieci należą do Alberta, ponieważ — jak zdradził — Olga zwyczajnie nie przepada za ich wyrzucaniem. Z pralką sytuacja wygląda już zupełnie inaczej.
„Ale prania nie wstawiam — nie mówię, że robię to źle, po prostu wiem, że Olga zrobi to lepiej”
— przyznał z rozbrajającą szczerością.










Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze