Przyszedł odwiedzić żonę w szpitalu. Kamery nagrały coś jeszcze

Trudno o bardziej cyniczne miejsce na kradzież niż szpitalny oddział, gdzie leżą chorzy ludzie, a czas odwiedzin to jedna z niewielu chwil, gdy mogą poczuć się trochę mniej sami. Właśnie tam pewien mężczyzna ze Słupska postanowił skorzystać z okazji w sposób, który trudno zrozumieć nawet przy dużej dozie wyobraźni.

2 minut czytania
fot. materiały policji
Powrót na niezalezna.pl

Sprawa wyszła na jaw po tym, jak jedna z pacjentek Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku zgłosiła kradzież torebki i innych osobistych rzeczy. Pod jej nieobecność na sali była tylko inna pacjentka i odwiedzający ją mąż.

Wszystko widać jak na dłoni

Policjanci, którzy zajęli się sprawą, sięgnęli po nagrania z monitoringu i to, co zobaczyli, nie pozostawiało złudzeń.

Policja wciąż milczy o sprawcy, media wskazują Barona. W trakcie wypadku w aucie było dziecko
Śledztwo pod nadzorem prokuratury prowadzone jest w sprawie wypadku drogowego w Słomczynie. W zdarzeniu uczestniczyli motocyklista i 42-letni kierowca samochodu, którego – według doniesień medialnych – ma być Aleksander Milwiw-Baron. „Na chwilę obecną nie wskazujemy, kto był sprawcą” – przekazała policja. Poszkodowany 37-latek trafił do szpitala, a dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Na zapisie kamer widać wyraźnie, jak 44-latek, wychodząc z sali po odwiedzinach swojej chorej żony, nie kieruje się prosto do wyjścia, ale podchodzi do łóżka sąsiadki z sali i zabiera jej torebkę razem z dokumentami oraz rzeczami osobistymi.

Cały proceder trwa chwilę, a mężczyzna zachowuje się spokojnie, jakby robił coś zupełnie naturalnego. Monitoring zarejestrował dosłownie każdy ruch złodziejaszka.

Grozi mu nawet 5 lat więzienia

Policjanci z Komisariatu Policji I w Słupsku nie zwlekali, a 44-latek już następnego ranka usłyszał pukanie do drzwi. Zatrzymano go błyskawicznie, a łączna wartość skradzionych rzeczy została wyceniona na blisko dwa tysiące złotych. Usłyszał zarzut kradzieży, za który grozi nawet do pięciu lat pozbawienia wolności.

Szokujące zachowanie świadków strzelaniny w Sanoku
Mrożące krew w żyłach sceny z Sanoka obiegły całą Polskę. Policjanci i strażacy próbowali obezwładnić agresywnego mężczyznę. Padły strzały. Na nagraniach widać ludzi przechodzących tuż obok. Dlaczego świadkowie nie zeszli z linii zagrożenia?

Cała historia jest o tyle niepokojąca, że szpital to jedno z tych miejsc, gdzie ludzie zostawiają swoje rzeczy bez nadmiernej czujności, bo trudno podejrzewać, że ktoś będzie kradł na oddziale, gdzie leżą pacjenci w poważnym stanie. A jednak wystarczyła chwila nieobecności, żeby ktoś postanowił to wykorzystać. Kamera nie skłamała i tym razem okazała się nieocenionym świadkiem.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze