„Pij wodę" – napisali na telebimie. A potem wzięli za nią 14 zł. Taco Hemingway i afera o wodę na Narodowym.

Dwa wieczory na PGE Narodowym, dziesiątki tysięcy fanów, stadionowe emocje i jeden szczegół, który zapamiętają równie mocno jak sam koncert: butelka wody 0,5 litra za 14 złotych. I komunikat na telebimie: „Pij wodę".

4 minut czytania
„Pij wodę" – napisali na telebimie. A potem wzięli za nią 14 zł. Taco Hemingway i afera o wodę na Narodowym.
← Powrót na niezalezna.pl
„Pij wodę" – napisali na telebimie. A potem wzięli za nią 14 zł. Taco Hemingway i afera o wodę na Narodowym.

Taco Hemingway zagrał dwa koncerty na PGE Narodowym w ramach trasy 2026 †††OUR. Oba wyprzedane, oba oklaskiwane. A jednak to nie setlista, nie scenografia i nie niespodziewany finał zdominowały rozmowy po wydarzeniu. Zdominowała je butelka wody za 14 złotych i napis „Pij wodę" świecący na telebimie dokładnie w tym samym czasie.

Ironia, której nie dało się przeoczyć

Komunikat „Pij wodę" pojawiał się na stadionowych ekranach jako troska organizatorów o bezpieczeństwo uczestników. To standardowa praktyka na dużych koncertach, szczególnie letnich, gdy ryzyko odwodnienia jest realne. Tylko że troska o nawodnienie fanów nie szła w parze z dostępnością wody w rozsądnej cenie.

„Bałem się własnego ojca”. Syn Edyty Górniak zdobył się na bolesne wyznanie
Allan Enso Krupa po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o swojej relacji z ojcem. W emocjonalnym wywiadzie dla podcastu Matcha Talks influencer wrócił do trudnych wspomnień z dzieciństwa i przyznał, że przez lata żył w strachu oraz poczuciu emocjonalnego odrzucenia.

Za butelkę 0,5 litra zwykłej wody na terenie stadionu trzeba było zapłacić 14 złotych. Dla porównania: w pobliskim sklepie ta sama butelka kosztuje około 2–3 złote. Na stacji benzynowej 4–5 złotych. Na koncercie Taco Hemingwaya na Narodowym – 14. Marża rzędu 400–600% na produkcie, który organizatorzy sami rekomendują jako niezbędny do bezpiecznego uczestnictwa w imprezie.

Rachunek za nawodnienie na Narodowym:

Woda 0,5l w sklepie: ok. 2–3 zł

Woda 0,5l na koncercie Taco: 14 zł

Bilet na koncert: od 204 zł wzwyż

Komunikat na telebimie: „Pij wodę"

Marża na wodzie: ok. 400–600%

Raportażysta nagłośnił, internet się wściekł

Sprawę jako jeden z pierwszych opisał Raportażysta, zachęcony lawiną komentarzy od uczestników obu wieczorów. Fani byli zgodni: sam koncert był świetny, ale ceny napojów, szczególnie wody, przekroczyły granicę przyzwoitości. Jeden z komentarzy, który szybko zaczął krążyć w sieci, ujął to precyzyjnie:

„Woda niekoniecznie musi być na takich eventach za darmo, ale generalnie nabijanie marży na zwykłej wodzie pitnej to po prostu chamskie skąpstwo."

Trudno się z tym nie zgodzić. Nikt nie oczekuje, że na stadionowym koncercie ceny będą takie jak w dyskoncie. Koszty obsługi, logistyki, zezwoleń, to wszystko jest realne i uzasadnia wyższe ceny. Ale woda, czyli podstawowy produkt niezbędny do bezpiecznego uczestnictwa w kilkugodzinnym wydarzeniu na otwartej przestrzeni, do picia której sam organizator zachęca z telebimów, to osobna kategoria.

Ameryka odkryła kompot i nazwała go „boiled strawberries”. Polska umiera ze śmiechu.
Na TikToku szaleje nowy trend zdrowotny: gotowanie truskawek i picie powstałego napoju „dla promiennej cery i zdrowia” . Dla Polaków to po prostu kompot. Ten sam, który od pół wieku stoi w każdej szkolnej stołówce i barze mlecznym.

Stary problem, nowa odsłona

Sprawa Taco Hemingwaya nie jest odosobnionym przypadkiem. To kolejna odsłona problemu, który wraca jak bumerang przy każdym sezonie festiwalowym i każdym dużym koncercie w Polsce. Mechanizm jest zawsze ten sam: zakaz wnoszenia własnych napojów na teren imprezy plus monopol sprzedawców wewnątrz – równa się kosmiczne ceny przy zerowej alternatywie dla uczestnika.

Fan, który kupił bilet za 200–300 złotych i spędza kilka godzin na stojąco, przy muzyce i w tłumie, nie ma wyboru. Może kupić wodę za 14 złotych albo być spragniony. To kwestia komfortu i bezpieczeństwa. I właśnie dlatego pobieranie za nią 14 złotych jest czymś innym niż po prostu wysoka cena piwa czy hot doga.

Kto za to odpowiada?

Tu zaczyna się pytanie, które rzadko pada wprost: kto właściwie ustala ceny wody na Narodowym? Odpowiedź nie jest prosta. PGE Narodowy jako obiekt ma własnych koncesjonariuszy gastronomicznych, którzy operują na terenie stadionu. Organizator koncertu, w tym przypadku agencja obsługująca trasę Taco, negocjuje warunki z obiektem, ale nie zawsze ma bezpośrednią kontrolę nad cennikiem napojów. Sam artysta w tej układance jest jeszcze dalej od kasy z wodą.

Nie zmienia to jednak faktu, że finalny efekt, komunikat „Pij wodę" przy cenie 14 zł za butelkę, jest wizerunkowo fatalny dla całego wydarzenia. I że branża koncertowa, jeśli chce zatrzymać rosnące niezadowolenie fanów, powinna znaleźć model, w którym woda pitna na dużych imprezach jest dostępna w cenie, która nie wywołuje afer na Twitterze nazajutrz po koncercie.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze