Pajączkowska od dawna twierdziła, że została wyrzucona z TVP, bo nie zgodziła się podpisać nowej umowy na 17 tys. zł, choć wcześniej miała zarabiać o 10 tys. więcej. Publicznie mówiła o mobbingu, presji i „dowodach, które wszystko wyjaśnią”. Zapowiadała świadków, maile, nagrania.
Pamiętacie jak Pajączkowska latami oskarżała Michała Adamczyka o mobbing, a nawet sugerowała coś więcej ❓️
— Samuel Pereira (@SamuelPereira) May 8, 2026
Teraz PRZEGRAŁA W SĄDZIE ‼️ PRAWDA ZWYCIĘŻYŁA ‼️
Gratuluję Michał, a Wam polecam nagranie, gdzie @TulickiMarcin punkt po punkcie ją demaskuje 😎https://t.co/ap0R7wOZZE
Tymczasem Tulicki opublikował rozmowę z 26 maja 2023 r., w której słychać, że powodem obniżenia wynagrodzenia było… niewywiązywanie się z kontraktu przez Pajączkowską. Padają konkretne zarzuty dotyczące pracy, a nie żadnych nacisków czy gróźb. To kompletnie przeczy jej medialnej narracji.

I tu pojawia się największy zgrzyt:
W sądzie Pajączkowska nie przedstawiła żadnych dowodów, mimo że publicznie zapowiadała ich całą teczkę. To właśnie brak materiałów miał przesądzić o skazaniu.

A co z prawomocnością wyroku?

• Sąd skazał ją na grzywnę i koszty procesu.
• Tulicki twierdzi, że wyrok jest prawomocny, bo nie złożyła apelacji w terminie.
• Pajączkowska twierdzi, że nie, bo „nie odebrała zawiadomienia” i „pracowała za granicą”.

Internet pyta: „To dlaczego nic nie pokazała?”
Komentatorzy zauważają, że wcześniej zapowiadała dowody, zapowiadała świadków i nagrania, które potwierdzałyby jej wersję wydarzeń. Ale w sądzie nie przedstawiła niczego.

Tulicki zapowiedział, że pełne nagranie ujawni dopiero po zakończeniu procesów, ale już to, co pokazał, wywołało efekt domina.
Nagranie krąży po sieci, a pytanie, które dziś zadaje sobie internet, brzmi:
kto mówi prawdę, a kto tylko gra pod publiczkę?


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze