Oni w limuzynach z kierowcą, wy w kolejce do kasy. Tyle kosztują nas ministrowie

Konie w Promniku rozgrzały internet do czerwoności, ale prawdziwe pieniądze jeżdżą na czterech kółkach i mają swojego kierowcę. Rządowe limuzyny, przetargi za miliony i pensje, o jakich zwykły Kowalski może zapomnieć. A w tym samym czasie prawie dwa miliony ludzi w tym kraju musi przeżyć miesiąc za najniższą krajową. Porównaliśmy liczby. Nie wygląda to dobrze.

4 minut czytania
Oni w limuzynach z kierowcą, wy w kolejce do kasy. Tyle kosztują nas ministrowie
← Powrót na niezalezna.pl
Oni w limuzynach z kierowcą, wy w kolejce do kasy. Tyle kosztują nas ministrowie

Konie kontra limuzyny

Wszystko zaczęło się od wpisu, który obiegło media społecznościowe. Jego autor wylicza, że utrzymanie rządowej floty limuzyn kosztuje dziesiątki milionów rocznie i że „afera” z końmi prezydenta to przy tym „drobne na waciki”. Liczby z tego wpisu trudno potwierdzić, pewne jest jednak, że przetargi na rządowe auta to nie byle kieszonkowe.

Pod koniec 2024 roku rząd Donalda Tuska rozpisał przetarg na 77 samochodów dla 24 instytucji, w tym limuzyny Audi 300 tys. za sztukę i elektryki. Ostateczna wartość zamówienia to ok. 9,3 mln zł. Ta sama ekipa, która za czasów PiS grzmiała o limuzynach, chwilę po objęciu władzy sama ogłosiła wielki przetarg na auta.

(nie)Wszystkie twarze Moniki Piątkowskiej. Była już prawie wszędzie, teraz chce rządzić Krakowem
„Dzień dobry pani Moniko, jakie pani ma poglądy?” „Wszystkie”. Ten żart krąży po sieci od kilku dni i trudno się dziwić. Monika Piątkowska, kandydatka KO i PSL na prezydenta Krakowa, zaliczyła w swojej karierze więcej partii niż niejeden polityk przez całe życie. Góralka z urodzenia, krakowianka z sentymentu, mieszkanka podwarszawskiego osiedla z wyboru. Kim naprawdę jest kobieta, która 11 października może przejąć władzę w Krakowie?

Wymagania? Dla resortów edukacji oraz funduszy i polityki regionalnej moc minimum 250 koni mechanicznych, napęd na cztery koła, trzystrefowa klimatyzacja i podgrzewane fotele. Żeby ministrowi nie zmarzły broń boże plecy w drodze na konferencję o oszczędnościach.

A ile kosztują konie w Promniku? Tego nie wiemy, bo Kancelaria Prezydenta nie podała ani ceny zakupu, ani miesięcznych kosztów. Według szacunków utrzymanie jednego konia to około 1,5–3,5 tys. zł miesięcznie.

Limuzyna dla każdego

Jak to wygląda w praktyce? Każdemu członkowi kierownictwa Kancelarii Premiera przydzielono na stałe jeden samochód służbowy, a takich osób było 22.

To tylko jedna kancelaria. Do tego dochodzą auta ministerstw, urzędów centralnych i kolumny Służby Ochrony Państwa. Ta ostatnia potrafi kosztować krocie: w ciągu pięciu lat pojazdy SOP uczestniczyły w 201 kolizjach, a ich utrzymanie razem z naprawami pochłonęło blisko 17 mln zł.

Pensje: tu zaczyna się prawdziwa przepaść

Teraz najlepsze. Minister w rządzie Donalda Tuska zarabia w 2026 roku 19 236 zł brutto miesięcznie, a z dodatkiem za wysługę lat nawet 22 270 zł. Premier inkasuje 22 217 zł brutto. Wiceminister ma 16 835 zł brutto.

A teraz zwykły Polak. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w sierpniu 9259,54 zł brutto. Płaca minimalna to 4806 zł brutto, czyli około 3606 zł na rękę.

Minister zarabia więc ponad dwa razy więcej niż przeciętny Polak i cztery razy więcej niż ktoś na minimalnej. A do tego dostaje auto z kierowcą, czyli luksus dla większości nieosiągalny.

Prawie 2 miliony Polaków na minimum

Ilu ludzi w Polsce żyje z najniższej krajowej? Według GUS w marcu 2026 roku płacę minimalną dostawało 12,2 proc. zatrudnionych, czyli blisko 1,84 mln pracowników.

121 tysięcy złotych miesięcznie! Tyle zarabiał lekarz od odchudzania dzieci w Centrum Zdrowia Dziecka
Pielęgniarki liczą każdą złotówkę, NFZ wysyła pisma, że pieniędzy wystarczy tylko na październik, a w ministerialnym szpitalu dla dzieci jeden lekarz inkasował ponad sto tysięcy co miesiąc. Koordynator programu leczenia otyłości w Instytucie Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka zarabiał średnio 121 331,30 zł miesięcznie. Teraz szpital rozwiązał z nim umowę.

Kto tu żyje po bizantyjsku?

Pamiętacie, jak politycy obecnej koalicji oburzali się na „bizantyjski styl życia” prezydenta z powodu koni? Jedna stajnia, kilka zwierząt i koszt, którego nikt nawet nie podał. Po drugiej stronie flota aut za miliony, pensje cztery razy wyższe od najniższej krajowej i podgrzewane fotele dla ministrów.

Liczby nie kłamią. Pytanie tylko, czy ktoś w rządzie odważy się na nie spojrzeć.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze