Jeszcze do niedawna był „tym od wrażliwych spojrzeń” i historii miłosnych, które dobrze sprzedają się na ekranie. Choć pierwsze próby wyjścia poza schemat pojawiły się już przy produkcjach takich jak Pierwszy oficer czy „Czarny”, długo brakowało reżyserów gotowych zaryzykować i obsadzić Mateusz Damięcki wbrew jego wizerunkowi.
Przełom przyszedł dopiero z filmem Furioza. Rola Goldena — brutalnego, bezkompromisowego kibola — wymagała nie tylko fizycznej transformacji, ale i wejścia w zupełnie inną emocjonalną przestrzeń. Efekt? Kreacja, która zaskoczyła widzów i otworzyła aktorowi drzwi do nowych, znacznie mniej oczywistych propozycji.

Od tego momentu Damięcki konsekwentnie buduje inny ekranowy język. W produkcjach takich jak „Prosta sprawa” czy premierowy serial „Piekło kobiet” coraz częściej sięga po postaci niejednoznaczne — chłodne, cyniczne, momentami trudne do polubienia. Bohaterowie, którzy zamiast wzruszać, prowokują.
Najbliższe miesiące zapowiadają kolejny krok w tej transformacji. Już we wrześniu aktor pojawi się w nowej ekranizacji "Lalki" w reżyserii Macieja Kawalskiego. Jego Kazimierz Starski ma być postacią wyrazistą: bezczelną, próżną i pewną siebie — kimś, kto równie dobrze odnalazłby się dziś w świecie mediów społecznościowych.

Sam aktor nie ukrywa, że wejście w tę rolę wiązało się z presją.
„W dwóch poprzednich ekranizacjach Starskiego zagrali Andrzej Łapicki i Roman Wilhelmi, więc na początku byłem mocno zestresowany, że będę musiał zmierzyć się nie tylko z postacią, ale również z wielkimi aktorami”
— przyznał.

I zaraz dodaje coś, co brzmi jak deklaracja nowego etapu:
„Dość szybko zdałem sobie sprawę, że każde pokolenie ma swojego Starskiego”.
To zdanie dobrze podsumowuje jego drogę. Już nie próbuje dopasować się do oczekiwań — raczej buduje własne wersje znanych schematów. Czasem niewygodne, czasem zaskakujące, ale coraz trudniejsze do zignorowania.





Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze