Emocje podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 rosną z dnia na dzień, ale ten finał miał w sobie coś więcej niż sportową dramaturgię. Władimir Semirunnij w imponującym stylu przejechał 10 000 metrów i sięgnął po srebrny medal, zapisując się w historii jako jeden z bohaterów polskiej reprezentacji.

Urodzony w Jekaterynburgu panczenista jeszcze kilka lat temu reprezentował Rosję. Po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę i wykluczeniu rosyjskich sportowców z wielu międzynarodowych zawodów jego kariera zawisła na włosku. W 2023 roku podjął decyzję o wyjeździe do Polski.
Droga do startu w biało-czerwonych barwach nie była formalnością. Semirunnij musiał publicznie potępić wojnę na Ukrainie, co było jednym z warunków uzyskania prawa pobytu. Dzięki wsparciu Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego procedury przebiegły sprawnie, a w ubiegłym roku otrzymał polskie obywatelstwo. To otworzyło mu drzwi do olimpijskiego startu.

W rozmowach z mediami nie ukrywał, że najtrudniejszy moment przeżył jesienią 2024 roku, gdy pojawiły się problemy z przedłużeniem wizy. Obawiał się powrotu do Rosji i przymusowego wcielenia do armii. Dziś te lęki kontrastują z obrazem sportowca stojącego na podium z medalem na szyi.
Srebrny krążek na dystansie 10 000 metrów to nie tylko sukces sportowy. To także symbol nowego rozdziału – w karierze i w życiu. A dla polskich kibiców powód do dumy, który zostanie z nimi na długo po zgaszeniu olimpijskiego znicza.




Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze