Jabłczyńska o śmierci. To miejsce wybrała na swoje pożegnanie

Joanna Jabłczyńska rzadko wpuszcza fanów do swojego prywatnego świata aż tak daleko. Tym razem aktorka i prawniczka zaskoczyła szczerym wyznaniem o śmierci, pogrzebie i miejscu, w którym chciałaby zostać pożegnana. W jej wizji nie ma jednak smutku i patosu. Jest za to spokój, natura i ludzie, których naprawdę lubiła.

4 minut czytania
Jabłczyńska o śmierci. To miejsce wybrała na swoje pożegnanie
← Powrót na niezalezna.pl
Jabłczyńska o śmierci. To miejsce wybrała na swoje pożegnanie

Joanna Jabłczyńska od lat funkcjonuje na dwóch zupełnie różnych scenach — jednej telewizyjnej, drugiej prawniczej. Między planami zdjęciowymi a prowadzeniem kancelarii coraz częściej wybiera jednak coś jeszcze: ciszę, wieś i życie z dala od miejskiego tempa. To właśnie tam, na Mazowszu, znalazła swoje miejsce na ziemi. I jak się okazuje — także miejsce, z którym chciałaby być związana już na zawsze.

Jabłczyńska rezygnuje z kariery prawniczej. „To jest nieopłacalne życiowo”. Co dalej?
Joanna Jabłczyńska poinformowała, że ogranicza działalność w zawodzie prawnika, z którym była związana od lat. – „Jest to taki fajny plan B, ale za dużo mnie to kosztuje. Jest to nieopłacalne życiowo” – powiedziała w programie „halo tu polsat”. Aktorka znana z serialu „Na Wspólnej” wkrótce pojawi się także w produkcji TVP „Komisarz Alex”, gdzie – jak ujawniono – wcieli się w postać prawniczki Jagny Toczko.

W rozmowie z Kozaczkiem aktorka zdobyła się na wyjątkowo osobiste wyznanie. Bez dramatycznego tonu i wielkich słów opowiedziała o tym, jak wyobraża sobie własne pożegnanie.

„Jakbym umarła — każdego to czeka i tego tematu nie unikam — nie wybieram się nigdzie, dobrze się czuję, ale jakbym umarła, to chciałabym, żeby prochy rozsypali przy moim domu. Tam się najlepiej czuję i to moje miejsce. I żeby w mojej stodole zrobili imprezę. Żeby się wszyscy cieszyli, że mnie znali. Że poznali taką osobę. Każdego to czeka”

— mówiła.

Wzięła udział w “Top Model” i wyleciała z kadry Polski. Dziś zdradza, co usłyszała
Miała 17 lat, kontuzję kręgosłupa i zaproszenie do programu telewizyjnego. Skorzystała z niego i zapłaciła za to cenę, o której przez długi czas nie mówiła głośno. Maja Słodzińska ujawniła szczegóły tego, co spotkało ją po powrocie ze szklanego ekranu na bieżnię.

Słowa 40-letniej aktorki wywołały spore poruszenie wśród internautów. Nie chodziło jednak wyłącznie o sam temat śmierci, ale o sposób, w jaki o nim mówiła — spokojnie, bez lęku i z dużą czułością wobec miejsca, które stworzyła dla siebie poza Warszawą.

Jabłczyńska od dawna podkreśla, że dom oddalony około 100 kilometrów od stolicy stał się jej azylem. To tam odpoczywa, zajmuje się ogrodem i coraz mocniej zanurza w codzienność bliską naturze. Nie ukrywa też, że daleko jej do perfekcyjnego obrazka z mediów społecznościowych.

„To z pewnością nie jest idealny ‘instagramowy’ ogród i z pewnością dużo pracy i nauki przede mną, ale już się cieszę z tego, co mam, a mam taaak wiele”

— pisała w sieci.

Dlaczego Jabłczyńska uciekła z miasta? Aktorka wyznaje: Nie miałam lekko w życiu
Decyzja o wyprowadzce z Warszawy nie była nagłym impulsem, lecz efektem lat doświadczeń. Joanna Jabłczyńska dziś otwarcie mówi o zmęczeniu miastem, potrzebie spokoju i relacji z ojcem, który podobnie wybrał życie z dala od zgiełku. „Nie miałam lekko w życiu” — przyznaje, tłumacząc, dlaczego wieś stała się dla niej bezpieczną przystanią.

Aktorka przyznaje również, że dużą satysfakcję daje jej życie w duchu recyklingu i ponownego wykorzystywania rzeczy, które dla innych straciły wartość. Nawet budowa kurnika stała się dla niej okazją do działania w zgodzie z własną filozofią.

„Bardzo lubię recyklingować materiały. Strasznie nie lubię czegokolwiek wyrzucać. Teraz na przykład jak robiliśmy kurnik, a naprawdę królewski kurnik, to bardzo dużo materiałów wykorzystaliśmy, takich, które ktoś wyrzucił na śmietnik. Próbujemy je wykorzystać, żeby dać im drugie życie”

— opowiadała w rozmowie z Plotkiem.

Joanna Jabłczyńska ostro o alkoholu i „patologicznej tradycji”. Jak wyglądają jej święta? [WIDEO]
Świąteczny stół, choinka, kolędy… i alkohol, który dla wielu wciąż jest „oczywistym dodatkiem” do rodzinnych spotkań. Joanna Jabłczyńska postanowiła przerwać tę ciszę. W emocjonalnym, ale bezkompromisowym wpisie aktorka i prawniczka wprost rozprawia się z tym, co nazywa „patologiczną tradycją”, uderzając zarówno w społeczne przyzwolenie na picie, jak i w reklamowe pomysły celebrytów. Jej słowa przed świętami wywołały burzę w sieci.

Najwięcej emocji kryje się jednak w tym, jak mówi o samej wsi. Dla wielu to tylko ucieczka od miasta. Dla niej — sposób na odzyskanie równowagi.

„To jest mój azyl. Kiedy dojeżdżam już do siebie na wieś, biorę głębszy oddech i już czuję się, jakbym była przynajmniej po weekendzie wakacji. Zupełnie inni ludzie, zupełnie inne jedzenie, mam jajka od swoich kurek, to jest super. W mieście trudno mi było przetrwać pewne pory roku, a tam jest zawsze pięknie. Nawet jesienna plucha jest niegroźna, jak się napali w kominku w domu, to jest bajka”

— wyznała Plejadzie.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze