Pakosińska przyznała, że myśl o odejściu nie była impulsem, lecz procesem.
„Ja w ogóle bardzo ściśle jestem ze swoją intuicją i wiedziałam, że jest jakieś przyduszenie tematu, że chcę robić inne rzeczy”
– mówiła. Jak dodała, sygnały wysyłało nie tylko jej wnętrze, ale też ciało.
„Czasami wsiadałam, kopałam na przykład w oponę busa, oczywiście wsiadałam, jechałam, grałam, ale wiedziałam, że coś mnie gnało do przodu”
– wspominała bez ogródek.

Choć na scenie wszystko funkcjonowało jak dotąd, wewnętrznie narastało napięcie.
„Nie miałam do końca odwagi, żeby to tak na głos powiedzieć”
– przyznała. Decyzja o odejściu była więc także konfrontacją z własnym strachem i lękiem przed zmianą.
Dziś aktorka nie ma wątpliwości, że był to krok konieczny.
„Zdarzyła się taka sytuacja, jaka się zdarzyła, i się wtedy okopałam, i się skończyło tak, jak się skończyło. Teraz z perspektywy czasu uważam, że najlepiej na świecie”
– oceniła. I dodała jedno z najmocniejszych zdań:
„Nie robiłabym tak cudownych rzeczy zawodowych, które robię teraz, i na pewno jestem w 100% przekonana – nie miałabym rodziny”.

Po odejściu z Kabaretu Moralnego Niepokoju Pakosińska postawiła na własne projekty i – jak pokazuje czas – nie zwolniła tempa. Jeździ po Polsce z autorskim spektaklem-stand-upem „Trzy Dekady Śmiechu”, w którym podsumowuje trzydzieści lat scenicznych doświadczeń. Regularnie pojawia się też w koncertach poświęconych twórczości Marka Grechuty.
Jej historia pokazuje, że czasem odejście – nawet z miejsca, które daje rozpoznawalność i bezpieczeństwo – bywa początkiem czegoś znacznie ważniejszego. Dla Katarzyny Pakosińskiej była to droga do wolności twórczej i życia na własnych zasadach.




Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze