„Był bohaterem dla lokalnej gazety”. Krzesimir Dębski długo nie wiedział, kto zamordował jego dziadków

Dla większości Polaków to znany kompozytor, skrzypek jazzowy i dyrygent. Dla siebie samego, przede wszystkim syn i wnuk ludzi, którzy przeżyli jedną z najkrwawszych kart polsko-ukraińskiej historii. Krzesimir Dębski od lat opowiada historię swojej rodziny z Wołynia i to, jak prawda o śmierci jego dziadków wyszła na jaw dopiero po dekadach milczenia.

4 minut czytania
„Był bohaterem dla lokalnej gazety”. Krzesimir Dębski długo nie wiedział, kto zamordował jego dziadków
← Powrót na niezalezna.pl
„Był bohaterem dla lokalnej gazety”. Krzesimir Dębski długo nie wiedział, kto zamordował jego dziadków

Krwawa Niedziela w Kisielinie

11 lipca 1943 roku, w dniu nazwanym później Krwawą Niedzielą, oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii zaatakowały kościół w Kisielinie na Wołyniu, gdzie na mszy byli m.in. rodzice przyszłego kompozytora. Bardzo młodzi wówczas, bo osiemnasto- i dwudziestojednoletni Aniela Sławińska i Włodzimierz Sławosz Dębski. Para zaręczyła się właśnie podczas obrony świątyni przed napastnikami. Ojciec Krzesimira stracił w ataku nogę, a z pomocą przyszli mu zaprzyjaźnieni ukraińscy sąsiedzi, którzy przez kilka dni ukrywali go i opiekowali się nim, zanim trafił do szpitala.

Dziadkowie kompozytora, lekarz Leopold Dębski i jego żona Anisja, sama pochodzenia ukraińskiego, nie mieli tyle szczęścia. Gdy po ataku wrócili do Kisielina, zostali porwani przez bojówkę UPA i zamordowani. Przez dziesięciolecia rodzina nie znała nawet miejsca ich pochówku.

Mariannie Schreiber grożą zabójstwem. Wstrząsające zdjęcie z Wołynia z jej twarzą i jej córki
Marianna Schreiber ujawniła szokujący mejl, jaki miała otrzymać. Celebrytka ujawniła, że otrzymała wiadomość z pogróżkami, w którym nieznany nadawca grozi jej śmiercią. Do wiadomości dołączono również przerobione zdjęcie ofiar rzezi wołyńskiej, w które wklejono twarz Schreiber. „Zobaczcie, jakiego dostałam maila! Obywatel Ukrainy grozi mi zabójstwem i wychwala UPA. Jutro idę na policję” — napisała, publikując screen wiadomości.

Dekady milczenia

To właśnie ojciec kompozytora, Włodzimierz, przez lata prowadził prywatne śledztwo w sprawie losu swoich rodziców, zbierając relacje świadków i dokumentując wydarzenia z Kisielina. Dopiero po jego śmierci Krzesimir Dębski dowiedział się prawdy, a właściwie usłyszał ją niemal przypadkiem.

Jak opowiadał w wywiadzie dla tygodnika „Viva”, zmowę milczenia przełamali dawni znajomi rodziców z Kisielina, gdy ich własny syn, milicjant, padł ofiarą brutalnego mordu w porachunkach środowiskowych. W szoku po tej tragedii, w rozmowie z Dębskimi, wyjawili wreszcie, kto naprawdę stał za śmiercią Leopolda i Anisji.

Jolanta Kwaśniewska wróciła do tragedii rodziny ojca na Wołyniu. Podała szokujące szczegóły
W programie „Rozmowy (nie)wygodne” Mariusza Szczygła w TVP Info była pierwsza dama po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o ojcu, który pochodził z Wołynia, stracił tam najbliższych i do końca życia nosił w sobie ciężar tego, co widział i przeżył.

Bohater dla jednych, morderca dla rodziny

Najbardziej gorzkim elementem tej historii jest to, jak przez dekady funkcjonował sam sprawca. Według relacji kompozytora, człowiek odpowiedzialny za śmierć jego dziadków przez lata świadomie kłamał, a lokalna prasa przedstawiała go jako bohatera i bojownika UPA, mimo że, jak twierdzi Dębski, publicznie utrzymywał, iż to Polacy dopuszczali się mordów w Kisielinie.

Kiedy w latach 90. reżyserka Agnieszka Arnold kręciła na Wołyniu dokument „Oczyszczenie”, syn domniemanego mordercy robił wszystko, by uciąć każdą próbę wyjaśnienia sprawy. Przerywał rozmowy, gdy tylko ktoś zaczynał mówić więcej. Sam sprawca zmarł, zanim rodzina zdołała ustalić, gdzie dokładnie spoczywają szczątki dziadków Dębskich i do dziś są nieodnalezione.

Rana, która wciąż boli

Dębski nie kryje, że przez całe życie towarzyszyło mu poczucie niesprawiedliwości, nie tylko z powodu samej zbrodni, ale i tego, jak długo prawda o niej pozostawała ukryta wśród ludzi, którzy dobrze znali okoliczności śmierci jego bliskich.

W dokumencie „Było sobie miasteczko...” z 2009 roku, Dębski z goryczą tłumaczył:

„Facet, który całował moją mamę w dłoń i podawał jej rękę, którego rodzinie moja mama pomagała przez lata. Szukała im pracy, oni przyjeżdżali tu na handel... Gościła członków rodziny... Ten człowiek to zrobił, który zresztą nas nigdy nie zaprosił do siebie do domu, nawet na herbatę. Wiemy, że chyba ma również rzeczy z domu rodzinnego moich dziadków”.

Jednocześnie kompozytor wielokrotnie podkreślał, że to właśnie dzięki innym ukraińskim sąsiadom, takim jak uhonorowany przez Polskę Piotr Parfeniuk, który uratował jego rannego ojca, jego rodzina w ogóle przetrwała tamten dzień.

Historia rodziny Dębskich, spisana przez kompozytora w książce „Nic nie jest w porządku. Wołyń — moja rodzinna historia”, pozostaje jednym z najbardziej osobistych świadectw tego, jak rzeź wołyńska odcisnęła się na kolejnych pokoleniach polskich rodzin z Kresów i jak długo prawda o niej potrafiła czekać na ujawnienie.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze