Złote lata na państwowym garnuszku
Aleksander Kwaśniewski od lat nie zasiada już w Pałacu Prezydenckim, ale polskie państwo dba o to, by nie musiał martwić się o rachunki za prąd. Byli prezydenci w naszym kraju mają zagwarantowane dożywotnie, luksusowe świadczenie. Wynika to wprost z przepisów. Przysługuje im dokładnie 75 procent pensji zasadniczej urzędującego prezydenta.

Co to oznacza w praktyce? Otóż miesiąc w miesiąc na konto Aleksandra Kwaśniewskiego wpływa około 14,2 tysiąca złotych brutto, co daje blisko 12 tysięcy złotych "na rękę". Kwota, o której miliony ciężko pracujących Polaków mogą tylko pomarzyć, dla głowy państwa w stanie spoczynku jest jednak zaledwie kroplą w morzu potrzeb.
"Muszę jakoś dawać radę"
Większość obywateli za takie pieniądze żyłaby bez większych trosk, ale dla byłego prezydenta to ewidentnie za mało, by utrzymać odpowiedni standard. W jednym z ostatnich wywiadów Kwaśniewski postanowił pożalić się na swój ciężki los i stan portfela. Z łaską przyznał, że płaca co prawda wzrosła do owych 12 tysięcy, ale zaraz pospieszył z gorzkimi żalami.
No, ale to nie są kwoty, które - jak ma się dużą rodzinę - mogą wystarczyć, więc oczywiście, że trzeba zarabiać. Ja zarabiam i jakoś muszę sobie dawać radę
- wypalił z udawaną skromnością w wywiadzie dla Onetu.
Można tylko złapać się za głowę i zapytać: o jakiej "dużej rodzinie" mowa i na co dokładnie brakuje przy takich dochodach?
Ratuje budżet dorabiając wykładami
Salonowe życie, podróże i luksusowe kreacje najwyraźniej słono kosztują, bo "udręczony" niską emeryturą Kwaśniewski nie złożył broni. Zamiast cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem na państwowym garnuszku, polityk zakasał rękawy i ruszył na rynek pracy. Od lat ratuje swój budżet intratnymi wykładami i działalnością doradczą.

Były prezydent ochoczo biega też po studiach telewizyjnych, tłumacząc to nie tylko kwestiami finansowymi, ale też swoim ego.
Dopóki człowieka zapraszają, dopóki chcą słuchać, to można się też cieszyć, bo to daje takie poczucie, że jestem potrzebny, że coś jeszcze mogę zrobić
- skwitował z zadowoleniem. Cóż, pozostaje tylko współczuć, że aby poczuć się potrzebnym i nakarmić "dużą rodzinę", pan prezydent musi aż tak się męczyć, mając w kieszeni zaledwie 12 tysięcy złotych emerytury!


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze