Jasna strona internetu. "Jestem wręcz zaskoczona"
Monika Pikuła, która od ponad dwudziestu lat gości na naszych ekranach w takich hitach jak "Samo życie", "Pierwsza miłość", "Chyłka" czy "Teściowie", przechodzi obecnie najtrudniejszy test w swoim życiu. Kiedy przyznała publicznie, że walczy z nowotworem piersi, fani i znajomi z branży natychmiast ruszyli z pomocą. Zamiast hejtu, z którym często mierzą się osoby publiczne, aktorka otrzymała potężną dawkę pozytywnej energii.
Jestem wręcz zaskoczona i zdumiona. Bardzo wam za to dziękuję. Wiele się mówi o hejcie w internecie i jestem uniesiona, że ta druga strona internetu też istnieje i jest tak aktywna, więc to jest strasznie fajne
- wyznała wzruszona gwiazda na udostępnionym filmie.

Nietypowy apel "łysej glacy"
Aktorka postanowiła przekuć to gigantyczne zainteresowanie w coś dobrego. Październik to na całym świecie miesiąc świadomości raka piersi, dlatego gwiazda bez owijania w bawełnę poprosiła swoich obserwatorów o jedną, kluczową rzecz: regularne badania.
Uznałam, że ten październik jest tego wart i jeżeli ktokolwiek pod wpływem mojej historii i mojej łysej glacy skoczy na mammografię albo USG piersi, to tylko dobrze"
- przyznała przed kamerą.
Pikuła wystosowała też bardzo bezpośredni apel do wszystkich, by nie bagatelizowali samobadania, niezależnie od płci. Podała to w niesamowicie luźnej, przystępnej formie, prosząc Polaków o to, by regularnie dbali o własne ciało.

Więc bardzo serdecznie was zachęcam, żebyście to zrobili, żebyście o siebie dbali, żebyście macali siebie nawzajem, a także panowie - macajcie swoje klaty, tudzież panie panom, panowie panom, macajcie się, naprawdę. Rak piersi nie dotyczy tylko kobiet, w znikomym stopniu dotyczy mężczyzn, ale dotyczy, więc macajcie się po prostu"
- zaapelowała aktorka.
"Nie taki diabeł straszny"
Najlepsza wiadomość dotyczy jednak obecnego stanu zdrowia samej zainteresowanej. Gwiazda, która od lat jest filarem Teatru Współczesnego w Warszawie, ma przed sobą już tylko ostatnią dawkę tzw. "czerwonej chemii". Jak sama przyznaje, jej przypadek udowadnia, że onkologiczne leczenie nie zawsze oznacza całkowite wyłączenie z normalnego życia.
Ja się bardzo dobrze czuję. (...) Bywały dni, że byłam silniejsza, czasem słabsza, musiałam bardziej odpoczywać, ale generalnie nie jest to taki diabeł straszny. Był to etap, którego się najbardziej bałam, a jednak chyba udało mi się jakoś tam w miarę obronną ręką przejść"
- uspokaja fanów.

Aktorka podkreśliła, że przez cały czas terapii funkcjonowała normalnie, nie zrezygnowała z pracy zawodowej i nie wylądowała pod kroplówką na długie miesiące. Choć ostrzega, by pod żadnym pozorem nie bagatelizować diagnozy i ewentualnych powikłań, to chce wlać trochę optymizmu w serca innych chorych. Jej przesłanie na ten miesiąc jest proste: łap za telefon, umów się do lekarza i po prostu zacznij o siebie dbać!



Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze