Za promocję Dubaju celebryci dostają grubą kasę. Kto stoi za tym, że Polacy uwierzyli, że to raj na ziemi?

Przez lata wmawiano, że Dubaj to „must-see”, kierunek obowiązkowy, symbol luksusu i statusu społecznego. Komuś bardzo zależało, żeby w to uwierzyć. Rząd Zjednoczonych Emiratów Arabskich latami pompował gigantyczne pieniądze w influencerów i celebrytów, którzy w zamian za darmowe pobyty, przeloty w pierwszej klasie i sowite wynagrodzenia zalewali social media identycznymi kadrami z basenów, palm i wieżowców. To nie spontaniczny trend, a perfekcyjnie zaplanowana kampania marketingowa.

4 minut czytania
Za promocję Dubaju celebryci  dostają grubą kasę. Kto stoi za tym, że Polacy uwierzyli, że to raj na ziemi?
Hotel Burj Al Arab Jumeirah czyli „hotel-żagiel” w Dubaju
← Powrót na niezalezna.pl
Za promocję Dubaju celebryci  dostają grubą kasę. Kto stoi za tym, że Polacy uwierzyli, że to raj na ziemi?

Dubaj nie ma historii, klimatu ani naturalnych atrakcji, które tłumaczyłyby jego globalną karierę. Ma za to coś innego: nieograniczony budżet na promocję.

ZEA od lat inwestuje w influencer marketing jako główne narzędzie promocji turystyki. powstały nawet specjalne programy i akademie dla influencerów, których zadaniem jest tworzenie idealnego obrazu miasta.

Efekt? Polakom i nie tylko, wmówiono, że Dubaj to miejsce wyjątkowe, idealne na odpoczynek.

Dubaj

Betonowa dżungla i hotelowy basen. Co w tym takiego wyjątkowego?

Czy naprawdę synonimem luksusu jest basen z widokiem na szklano-betonową dżunglę i autostradę pod nosem? To pytanie wraca jak bumerang.

Była radość, jest rozczarowanie. Wokalista zespołu Classic jednak nie może wrócić do Polski
Robert Klatt ogłosił w rozmowie z BlaskOnline, że po wielu dniach niepewności i odwołanych lotów w końcu wraca do Polski. Ostatecznie okazało się, że jego radość była przedwczesna. Lider zespołu Classic zostaje w Dubaju, ponieważ kolejny już lot został odwołany.

Bo jeśli spojrzeć chłodnym okiem, Dubaj to miasto zbudowane na pustyni, z temperaturami, które latem uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, ze sztucznymi plażami i z widokiem na beton, szkło i ruchliwe autostrady.

A jednak — to działa.

Andżelika Trochowiak - Andziaks

Dubaj jako produkt, nie miasto

Dubaj od lat buduje swój wizerunek jako największy na świecie plac zabaw: luksusowe hotele, jachty, rekordowe wieżowce, sztuczne wyspy. W social mediach Dubaj wygląda jak luksusowy sen: infinity pool, czyli niekończący się basen z widokiem na wieżowce, palmy, obiad na dachu, zakupy w gigantycznych centrach handlowych. Te same kadry, te same ujęcia, te same podpisy. I te same twarze: Andziaks, Marcelina Zawadzka, Lil Masti i dziesiątki innych influencerów i celebrytów, którzy od lat pokazują Dubaj w identyczny sposób. To nie przypadek. To nie spontaniczność. To efekt współprac, w których ZEA od lat inwestują ogromne pieniądze.

Znany polski dziennikarz utknął z rodziną w Dubaju. Bilety na powrót w “koszmarnych” cenach
Dziennikarz sportowy Michał Samulski wraz z żoną i dwiema córkami utknął w Dubaju po tym, jak lotnisko zostało zamknięte w związku z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. Rodzina miała wracać do Warszawy 2 marca, jednak ich lot został odwołany. Od tamtej pory Samulscy próbowali znaleźć jakiekolwiek połączenie do Polski, ale przez wiele godzin nie otrzymywali informacji ani od przewoźnika, ani od hotelu.

„Gwiazdy” nie płacą za Dubaj. Dubaj płaci im

To trzeba powiedzieć jasno: większość celebrytów i influencerów nie jedzie do Dubaju za swoje.

ZEA finansują: darmowe pobyty w luksusowych hotelach, przeloty — często w klasie biznes lub pierwszej, dostęp do atrakcji, gotowe scenariusze zdjęć i filmów, a czasem także wynagrodzenie za publikacje.

To oficjalna strategia turystyczna kraju, a nie „przypadkowe współprace”.

Dubaj jest jednym z największych hubów influencer marketingu na świecie.

Przykład Andziaks jest tu szczególnie wymowny. Poleciała do Dubaju dzień przed atakiem, z dziećmi. Gdy w sieci pojawiły się informacje o zagrożeniu, uspokajała obserwatorów, twierdziła, że nic się nie dzieje, że życie toczy się jak zawsze. Czy robiła to dlatego, że tak czuła? Czy dlatego, że miała zobowiązania handlowe? Tego nie wiemy.

Marcelina Zawadzka

Wpisy wielu influencerów były do siebie podejrzanie podobne, co sugerowało, że otrzymali „przekaz dnia” — gotowe komunikaty o bezpieczeństwie i spokoju w Dubaju i mówieniu, że to „najbezpieczniejsze miasto świata”.

Dubaj to także biznes. A biznes potrzebuje turystów

W ostatnich latach Dubaj stał się nie tylko instagramowym kierunkiem, ale też ulubionym miejscem inwestorów. Miasto rośnie jak na drożdżach: kolejne wieżowce, apartamentowce i osiedla , które sprzedają się jeszcze przed wbiciem pierwszej łopaty. A w Polsce? Mieszkanie w Dubaju można kupić w… pół godziny. Wystarczy wejść do jednego z biur sprzedaży w Warszawie, gdzie pośrednicy oferują gotowe pakiety inwestycyjne, „pewne zyski” i „gwarantowane obłożenie”.

I tu dochodzimy do sedna. Tym, którzy zainwestowali w apartamenty, zależy, żeby turyści przylatywali. Żeby hotele były pełne. Żeby Dubaj kojarzył się z luksusem, bezpieczeństwem i „dobrym życiem”. Dlatego nawet teraz, gdy sytuacja w regionie jest napięta, wielu inwestorów i celebrytów ochoczo pokazuje miasto i twierdzi, że „nic się nie dzieje”. Bo jeśli turyści przestaną przyjeżdżać, inwestycje przestaną się spinać. A Dubaj, jak każdy produkt, musi się sprzedawać.

Widok na Dubaj

W efekcie powstała iluzja. Dubaj jako luksus, Dubaj jako bezpieczeństwo, Dubaj jako „must‑see”. Nie dlatego, że jest wyjątkowy. Dlatego, że ktoś bardzo skutecznie wmówił nam, że taki jest. A my, karmieni pięknymi kadrami, filtrowanymi relacjami i marketingiem za miliony, uwierzyliśmy.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze