Dla Sylvestra Stallone'a malarstwo nigdy nie było jedynie hobby. Aktor wielokrotnie podkreślał, że to właśnie ono jest jego pierwszą artystyczną miłością i przestrzenią, w której może mówić najuczciwiej o sobie. W rozmowie poprzedzającej jego retrospektywną wystawę w Nicei w 2015 roku przyznał, że obraz nie daje możliwości ukrycia słabości.
– Malarstwo to bez wątpienia najuczciwsza ze wszystkich form sztuki. Jest proste, bezlitosne i stoi tuż przed tobą, gotowe do oceny z bliska. Nie możesz go obronić, po prostu istnieje
– mówił.

Stallone zaczął malować już jako młody człowiek. Fascynowali go Jackson Pollock i Willem de Kooning, a podczas studiów tworzył obrazy na tanich płótnach, które sprzedawał za niewielkie kwoty, by opłacić codzienne wydatki i dojazdy na zajęcia.
Co ciekawe, właśnie malarstwo odegrało ważną rolę w narodzinach jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii kina. Zanim Rocky Balboa trafił na kartki scenariusza, pojawił się na obrazie.

Jak wspominał w rozmowie z „Forbes”, próbując odnaleźć właściwy charakter bohatera, chwycił za farby. Do dyspozycji miał jedynie tubkę farby, stare płótno i śrubokręt. Tak powstał surowy portret boksera – człowieka o smutnym spojrzeniu, ale twarzy wojownika. Dopiero później narodził się scenariusz, który – według samego Stallone'a – napisał w zaledwie trzy i pół dnia.
Spektakularny sukces filmowy sprawił, że o malarskich ambicjach Stallone'a mówiło się znacznie rzadziej niż o kolejnych rolach. Sam aktor z dystansem żartował nawet, że jest lepszym malarzem niż aktorem.

Przez lata nie rezygnował jednak z pracy przy sztaludze. Eksperymentował z własnym stylem, inspirując się twórczością Pabla Picassa, Gerharda Richtera czy Marka Rothki. Choć długo pozostawał na uboczu świata sztuki, z czasem jego obrazy zaczęły trafiać do galerii i muzeów.
Przełomem okazała się współpraca ze szwajcarską Galerie Gmurzynska, dzięki której twórczość Stallone'a zyskała uznanie krytyków i kolekcjonerów. W kolejnych latach jego prace prezentowano podczas dużych wystaw, między innymi w Petersburgu, Nicei oraz niemieckim Osthaus Museum Hagen.

Stallone nie ukrywa, że malowanie wywołuje w nim podobne emocje jak praca nad filmem. Każdy obraz traktuje jak osobisty pojedynek.
– Malarstwo to miejsce, gdzie czuję się blisko nagiej prawdy, do tego stopnia, że patrzę na płótno jak na wroga
– mówił w rozmowie z ArtNet.

Dodał również, że kiedy praca zaczyna stawiać opór, nie odpuszcza. Zamiast tego wraca do niej z jeszcze większą determinacją. Trudno nie dostrzec podobieństwa do bohaterów, których przez lata kreował na ekranie – ludzi, którzy nawet po najdotkliwszych porażkach zawsze decydowali się walczyć do końca.





Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze