Sąd zakazuje „Wyborczej” pisać o Cenckiewiczu. Kulisy tej historii są jak scenariusz serialu. Tajne dokumenty, leki i ostre komentarze

To jedna z tych spraw, które zaczynają się jak zwykły spór medialny, a kończą jak pełnoprawny thriller polityczno‑lifestylowy. Sławomir Cenckiewicz ogłosił, że „Gazeta Wyborcza” dostała sądowy zakaz publikowania treści na jego temat. W tle są teksty o lekach, dostęp do tajnych dokumentów, zarzuty o manipulacje i komentarze, które rozchodzą się po sieci szybciej niż plotki o celebrytach.

3 minut czytania
Sąd zakazuje „Wyborczej” pisać o Cenckiewiczu. Kulisy tej historii są jak scenariusz serialu. Tajne dokumenty, leki i ostre komentarze
← Powrót na niezalezna.pl
Sąd zakazuje „Wyborczej” pisać o Cenckiewiczu. Kulisy tej historii są jak scenariusz serialu. Tajne dokumenty, leki i ostre komentarze

Zakaz, który wywołał efekt domina

Cenckiewicz pokazał decyzję sądu z wyraźną satysfakcją. Według jego relacji „Wyborcza” ma usunąć fragmenty artykułów i przez rok nie publikować określonych treści o szefie BBN. Ograniczenia mają dotyczyć także dwóch dziennikarzy, którzy nie mogą zamieszczać na platformie X wpisów naruszających jego prawa.

To rzadki przypadek, który natychmiast stał się tematem numer jeden w polityczno‑medialnym światku.

Kolejne mroczne doniesienia związane ze strukturami KO w Kłodzku. To nie koniec sprawy
Dziennikarz Marcin Torz ujawnił w poranku TV Republika nowe, mroczne informacje w sprawie byłej działaczki KO z Kłodzka, skazanej na 6,5 roku więzienia za znęcanie się nad dziećmi. Jak mówi, wśród działaczy Koalicji w tym mieście są też inne osoby, które mogły się dopuścić czynów pedofilskich.

Tło tej historii jest znacznie bardziej pikantne, niż mogłoby się wydawać

Konflikt Cenckiewicz – „Wyborcza” trwa od lat, ale dopiero ostatnie miesiące sprawiły, że całość zaczęła przypominać serial z wieloma wątkami pobocznymi.

Najpierw pojawiły się publikacje o tym, że jako szef BBN nie ma pełnego dostępu do tajnych dokumentów. Potem tekst o ankiecie bezpieczeństwa i lekach, w którym sugerowano, że nie ujawnił wszystkich informacji. To właśnie ten artykuł doprowadził do reakcji prokuratury i zarzutów o ujawnienie danych zdrowotnych.

Do tego dochodzą wcześniejsze starcia o serial „Reset”, raporty, które znikały ze stron rządowych, oraz wieloletnie napięcia między Cenckiewiczem a redakcją.

„Tłusty kot” z Trzeciej Drogi wydał 270 tys. zł na jedzenie. To prawie 500 zł dziennie! Prezes, który to ujawnił, stracił stanowisko
Z ustaleń dziennikarzy Radia ZET wynika, że wiceprezes BOŚ Banku Kamil Kuźmiński, powołany do zarządu w 2024 roku, gdy nadzór nad bankiem przejęło środowisko Trzeciej Drogi, w ciągu półtora roku wydał z karty służbowej 270 tysięcy złotych, głównie na gastronomię. Po przeliczeniu daje to niemal 500 zł dziennie. Pół tysiąca każdego dnia na samo jedzenie! Naprawdę trudno nie zapytać: gdzie trzeba się stołować, żeby codziennie przejadać tyle pieniędzy?

Cenckiewicz: „Wybrali złą ofiarę”

Szef BBN nie ukrywa, że decyzję sądu traktuje jako potwierdzenie swoich racji. W jego narracji to moment, w których, jak twierdzi, kończy się pewien styl działania mediów, a zaczyna rozliczanie.

W politycznych kuluarach mówi się, że to dopiero początek większej batalii.

Co zrobi „Wyborcza”?

Redakcja zapowiada dalsze kroki prawne. Cenckiewicz zapowiada, że nie odpuści.

A opinia publiczna… czeka na kolejny zwrot akcji.

Bo ta historia ma wszystko: emocje, personalne starcia, zakulisowe wątki i bohaterów, którzy nie zamierzają zejść ze sceny.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze