„Mam bardzo dużo pokory. Byłoby niepokorne myśleć, że mnie to ominie”
Kowalczyk mówiła spokojnie, ale z ogromną świadomością ryzyka, które zawsze towarzyszyło pasji jej męża.

W wywiadzie padły słowa:
„Nie mam żalu do losu. Mam w sobie bardzo dużo pokory, którą budowałam przez całe życie.”
„Byłoby niepokorne myśleć, że mnie to musi ominąć, zwłaszcza w profesji, którą uprawiał mój mąż.”
To jedno z najmocniejszych wyznań Justyny od czasu tragedii.

„Wciąż wiele osób do mnie pisze”. Ogromne wsparcie po tragedii
Kowalczyk przyznała, że po śmierci męża otrzymała setki wiadomości od ludzi, którzy również stracili bliskich:
„Po wypadku do tej pory wciąż wiele osób do mnie pisze. Kobiet, mężczyzn, którzy w różnych okolicznościach stanęli przed podobnym wyzwaniem.”
To właśnie te historie, jak podkreśla, pomogły jej zrozumieć, że choć jej ból jest ogromny, nie jest w nim sama.

Najważniejszy jest syn: „Potrzebuje wesołej mamy”
W rozmowie Justyna podkreśliła, że dziś jej priorytetem jest mały Hugo.
To on daje jej siłę, by iść dalej:
„Życie toczy się dalej. Mam małego synka, który potrzebuje uśmiechu, szczęścia, wesołej mamy.”

O górach i ryzyku: „Czemu one winne?”
Mimo tragedii Justyna nie obwinia gór. Nie odwróciła się od nich, choć, jak mówi, zmieniła podejście:
„Góry niewiele zawiniły. Już nie będę robić takich rzeczy, które robiłam z mężem.”
Justyna Kowalczyk to jedna z największych legend polskiego sportu — dwukrotna mistrzyni olimpijska, wielokrotna medalistka mistrzostw świata i jedna z najbardziej utytułowanych biegaczek narciarskich w historii. Jej kariera to symbol siły, determinacji i walki z przeciwnościami.
W maju 2023 roku jej mąż, himalaista i przewodnik górski Kacper Tekieli, zginął w Alpach podczas zejścia z Jungfrau. W trakcie realizacji projektu zdobycia wszystkich alpejskich czterotysięczników został porwany przez lawinę. Miał 38 lat.
Tragedia wydarzyła się zaledwie rok po narodzinach ich syna, Huga.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze