„Nie można mnie deportować”, „jechałem według nawigacji”, „szlaban był podniesiony” — nagła zmiana tonu
W nagraniu ze Lwowa kierowca mówi już zupełnie innym głosem. Padają cytaty, które dziś obiegają internet:
„Jechałem według nawigacji, która doprowadziła mnie na miejsce.”
„Szlaban był podniesiony, więc go nie zauważyłem.”
„Nie spotkałem żadnych służb, żadnych pracowników parku.”
„Biorę odpowiedzialność, to moja wina.”
„Nie można mnie deportować, bo już wróciłem do Ukrainy.”
„Nie można mnie deportować”. Ukrainiec, który wjechał Corvettą pod samo Morskie Oko, właśnie wydał oświadczenie. Powiedział, że: a) jechał według nawigacji; b) po drodze nad jezioro nie spotkał ani jednego przedstawiciela parku, ani służb ochrony czy policji; c) szlaban był… pic.twitter.com/4S1hYQjPPs
— Ekonomat (@ekonomat_pl) May 24, 2026
Jeszcze kilka dni temu był dumny, pewny siebie i przekonany, że zrobił coś zabawnego. Dziś, już po decyzji o zakazie wjazdu, tłumaczy się, przeprasza i próbuje odwrócić kota ogonem.

W komentarzach przewija się jedna myśl: gdyby nie kara, nie byłoby żadnych przeprosin.
Najpierw była chęć zdobycia rozgłosu. Potem próba wybielenia się przed policją. A teraz desperacka próba ratowania wizerunku.
I tak, drogi kierowco, cieszymy się, że nas czytasz, bo wygląda na to, że polskie media dotarły do Ciebie szybciej niż świadomość, że Tatrzański Park Narodowy to nie tor wyścigowy.

Chciał zostać sławny. Został — ale raczej pozostanie w niesławie
Wszystko wskazuje na to, że cała akcja miała być viralem, popisem, próbą zdobycia zasięgów. I udało się, tylko nie tak, jak planował.

Zamiast „pierwszego człowieka, który wjechał nad Morskie Oko”, zostanie zapamiętany jako ktoś, kto złamał przepisy, okłamał policję, a potem próbował zrzucić winę na nawigację i podniesiony szlaban.
Sława przyszła szybko. Ale niesława zostanie na długo.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze