Najpierw „gieroj”, teraz ofiara. Ukraiński kierowca z Morskiego Oka nagle zmienia ton i to o 180 stopni

Ukrainiec, który wjechał pod samo Morskie Oko, najpierw triumfalnie publikował nagrania, chwalił się swoim „wyczynem” i mówił, że jest „pierwszym człowiekiem, który tam wjechał autem”. Gdy sprawą zajęła się policja, nagle twierdził, że „zawrócił przed zakazem”, że „nie minął szlabanu”, a cała sytuacja to zwykłe nieporozumienie. Problem w tym, że jego własne filmiki pokazały coś zupełnie innego. A kiedy MSWiA ogłosiło 5‑letni zakaz wjazdu do Polski, kierowca… obudził się. I to z „ręką w nocniku”.

3 minut czytania
Najpierw „gieroj”, teraz ofiara. Ukraiński kierowca z Morskiego Oka nagle zmienia ton i to o 180 stopni
← Powrót na niezalezna.pl
Najpierw „gieroj”, teraz ofiara. Ukraiński kierowca z Morskiego Oka nagle zmienia ton i to o 180 stopni

„Nie można mnie deportować”, „jechałem według nawigacji”, „szlaban był podniesiony” — nagła zmiana tonu

W nagraniu ze Lwowa kierowca mówi już zupełnie innym głosem. Padają cytaty, które dziś obiegają internet:

„Jechałem według nawigacji, która doprowadziła mnie na miejsce.”
„Szlaban był podniesiony, więc go nie zauważyłem.”
„Nie spotkałem żadnych służb, żadnych pracowników parku.”
„Biorę odpowiedzialność, to moja wina.”
„Nie można mnie deportować, bo już wróciłem do Ukrainy.”

Jeszcze kilka dni temu był dumny, pewny siebie i przekonany, że zrobił coś zabawnego. Dziś, już po decyzji o zakazie wjazdu, tłumaczy się, przeprasza i próbuje odwrócić kota ogonem.

Wjechał Corvettą pod Morskie Oko, pochwalił się na TikToku. Teraz grozi mu 5 lat zakazu wjazdu do Polski i całej strefy Schengen.
Andrij Hawryliw, ukraiński influencer, pokonał sportowym autem ponad 8 km trasy objętej zakazem ruchu w Tatrzańskim Parku Narodowym i opublikował film z wycieczki. Policja wystawiła mu mandat za 100 zł. Po interwencji premiera i ministra sprawa nabrała zupełnie innego wymiaru.

W komentarzach przewija się jedna myśl: gdyby nie kara, nie byłoby żadnych przeprosin.

Najpierw była chęć zdobycia rozgłosu. Potem próba wybielenia się przed policją. A teraz desperacka próba ratowania wizerunku.

I tak, drogi kierowco, cieszymy się, że nas czytasz, bo wygląda na to, że polskie media dotarły do Ciebie szybciej niż świadomość, że Tatrzański Park Narodowy to nie tor wyścigowy.

Chciał zostać sławny. Został — ale raczej pozostanie w niesławie

Wszystko wskazuje na to, że cała akcja miała być viralem, popisem, próbą zdobycia zasięgów. I udało się, tylko nie tak, jak planował.

„Co się dzieje z Tuskiem?” Tochman zaskakuje wpisem. Porównuje premiera do Orbána
Wojciech Tochman, reporter, pisarz, nazwisko od lat kojarzone ze środowiskiem „Gazety Wyborczej”, opublikował komentarz, który wielu osobom otworzył szerzej oczy. Nie dlatego, że był kontrowersyjny sam w sobie, ale dlatego, że padł właśnie od niego. Człowieka, który przez lata funkcjonował w tym samym obozie ideowym, co Donald Tusk i jego polityczne zaplecze. Tym bardziej zaskakuje ton, w jakim zwrócił się do premiera.

Zamiast „pierwszego człowieka, który wjechał nad Morskie Oko”, zostanie zapamiętany jako ktoś, kto złamał przepisy, okłamał policję, a potem próbował zrzucić winę na nawigację i podniesiony szlaban.

Sława przyszła szybko. Ale niesława zostanie na długo.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze