Paweł Królikowski od dłuższego czasu zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W 2015 roku przeszedł operację usunięcia tętniaka mózgu, a kilka lat później lekarze zdiagnozowali u niego nowotwór. Aktor był operowany, jednak choroba okazała się bezlitosna. Zmarł 27 lutego 2020 roku, mając zaledwie 58 lat.

W jednym z ostatnich wywiadów Małgorzata Ostrowska-Królikowska zdecydowała się jednoznacznie zdementować doniesienia, które przez lata funkcjonowały w mediach.
„Nie, to nie była prawda. To media tak pisały. Paweł miał glejaka. Nie umarł z powodu tętniaka”
– powiedziała stanowczo, przerywając narrację powielaną od lat.
Aktorka podkreśliła, że zarówno Paweł, jak i jego najbliżsi mieli świadomość choroby i jej konsekwencji. To pozwoliło im wspólnie przejść przez najtrudniejszy czas.
„To trwało, odchodzenie Pawła. Trwało. My wiedzieliśmy, na co jest chory. On też wiedział. Mieliśmy jeszcze czas być ze sobą”
– wspominała.

Dodała również, że dzieci były wdzięczne za możliwość pożegnania się z ojcem i spędzenia z nim ostatnich chwil, mimo świadomości, jak poważna była diagnoza.
W rozmowie Ostrowska-Królikowska wyznała także, że jej mąż do końca myślał o rodzinie i zadbał o to, by nic nie zostało niedomknięte.
„Paweł był mądrym człowiekiem i nie zostawił mnie samej, nieprzygotowanej do życia. Przygotował mnie na życie bez niego”
– mówiła ze wzruszeniem.

Pierwsze miesiące po śmierci aktora były dla niej czasem ogromnego wysiłku i odpowiedzialności.
„Czułam się odpowiedzialna za całą rodzinę. Musiałam dawać przykład, nie mogłam się załamać. Byłam bardzo aktywna. Prawdziwa żałoba przyszła dopiero później”
– przyznała.
Te słowa rzucają nowe światło na ostatnie lata życia Pawła Królikowskiego i pokazują, jak świadomie i godnie jego bliscy przeżywali czas pożegnania.










Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze