Szaranowicz nie przemawiał ze sceny. Wiadomo, że od kilku lat zmaga się z ciężką chorobą. Dlatego m.in. zakończył zawodową karierę. Ale temat jego osoby dość niespodziewanie stał się jednym z głównych wątków imprezy. Wszystko za sprawą innej legendy mikrofonu, jego przyjaciela, Dariusza Szpakowskiego.

Szpakowski w pewnym momencie zabrał głos i wspomniał, jak dokładnie 40 lat temu prowadził galę wspólnie z Szaranowiczem. Gdy zaprosił go do powstania, cała sala zareagowała natychmiast. Wszyscy wstali i zgotowali legendzie mikrofonu owacje na stojąco.
Czuć było ogromne wzruszenie, ale jednocześnie duży szacunek. Szaranowicz nieśmiało ukłonił się publiczności. Jego obecność była jak ciepły powrót do czasów, gdy sport komentowało się z pasją, rytmem i klasą.

Przypomnijmy, Szaranowicz oficjalnie zakończył karierę w dniu swoich 70. urodzin, a więc siedem lat temu. Już wtedy odważnie wspominał o problemach zdrowotnych, które utrudniały mu pracę.

Z czasem wyszło na jaw, że zmaga się z chorobą Parkinsona, czyli postępującym schorzeniem neurologicznym, które wpływa na mowę, ruch i koordynację. Od tamtej pory rzadko pojawia się publicznie, ale jego głos wciąż żyje w pamięci widzów.
Szczególnie wśród kibiców skoków narciarskich oraz lekkiej atletyki. Fani kojarzą go z erą "Małyszomanii". To właśnie na czasy świetności Adama Małysza przypadł też szczyt komentatorskiej formy pana Włodzimierza.







Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze