Francja w ogniu! Splądrowali luksusowe butiki, na celowniku Hermès i Louis Vuitton [WIDEO]

Rozbite witryny, splądrowane sklepy i płonące samochody. Sobotnie protesty we Francji, które miały być wyrazem sprzeciwu wobec rosnących kosztów życia, przerodziły się w gwałtowne zamieszki. Zamaskowane grupy szabrowników wtargnęły do sklepów, w tym butików ekskluzywnych marek. Skala zniszczeń jest ogromna.

2 minut czytania
Francja w ogniu! Splądrowali luksusowe butiki, na celowniku Hermès i Louis Vuitton [WIDEO]
← Powrót na niezalezna.pl
Francja w ogniu! Splądrowali luksusowe butiki, na celowniku Hermès i Louis Vuitton [WIDEO]

To, co wydarzyło się w sobotę, 17 października, w wielu francuskich miastach, daleko wykraczało poza pokojowe manifestacje. Na ulicach pojawiły się grupy zamaskowanych osób, dochodziło do starć z policją, podpaleń i masowego plądrowania sklepów. W niektórych miejscach całe ulice zostały zdewastowane, a właściciele lokali mogli jedynie przyglądać się zniszczeniom.

Luksusowe marki na celowniku. Wtargnęli do butików

Wśród zaatakowanych obiektów znalazły się sklepy znanych marek, których produkty nierzadko kosztują tysiące euro. Jak informowała agencja AFP, w Marsylii szabrownicy wdarli się do butiku Hermès. W Lille splądrowano sklep Apple. Z kolei w Paryżu napastnicy zdemolowali butik Lacoste i inne punkty handlowe.

Na tym jednak się nie skończyło. W stolicy Francji próbowano również dostać się do domu towarowego Galeries Lafayette, znanego z oferty luksusowej mody i ekskluzywnych dodatków. Atakowano także sklepy z elektroniką, kosmetykami i odzieżą, a łupem szabrowników padały również produkty codziennego użytku.

Według reporterów AFP sprawcy nie zawsze działali spontanicznie. Niektóre grupy miały najpierw odłączać kamery monitoringu, a następnie rozbijać witryny i wynosić towar. W relacjach pojawiały się obrazy produktów rzucanych z wnętrza sklepów w stronę zgromadzonego tłumu.

Płonące samochody i starcia z policją

Zamieszki nie ograniczyły się do rabunków. W Paryżu podpalano zaparkowane samochody, a funkcjonariusze używali gazu łzawiącego i armatek wodnych, by rozproszyć agresywne grupy. W Lyonie podpalono biuro turystyczne, natomiast w Marsylii i Lille wtargnięto do budynków władz lokalnych, niszcząc ich wnętrza. W Limoges ogień objął ratusz.

Zamieszki odnotowano także w Nicei, Nantes, Bordeaux, Tuluzie i Strasburgu. Plądrowano nie tylko luksusowe butiki, lecz także supermarkety, apteki i sklepy z elektroniką. Właściciele mniejszych przedsiębiorstw stanęli w obliczu zniszczeń, które mogą oznaczać dla nich poważne straty finansowe.

Szef francuskiej sieci Lacoste Thierry Guibert odniósł się do obrazów zniszczeń w mediach społecznościowych. Zwrócił uwagę, że ataki na sklepy oznaczają zagrożenie nie tylko dla samych lokali, ale również dla miejsc pracy, dorobku przedsiębiorców i pracy tysięcy zatrudnionych osób.

Gniew z powodu drożyzny przerodził się w chaos

Tłem demonstracji były rosnące koszty życia, niezadowolenie z sytuacji w szkołach i obawy związane z pogarszającą się jakością usług publicznych. Do protestów przyłączyli się uczniowie, związki zawodowe oraz przedstawiciele ruchu żółtych kamizelek, który już wcześniej organizował masowe demonstracje przeciwko polityce władz.

Część uczestników kierowała swój gniew przeciwko prezydentowi Macronowi i najzamożniejszym obywatelom. Jednak grabieże sklepów i ataki na przedsiębiorców spotkały się z potępieniem władz. Premier zapowiedział wsparcie dla osób, które straciły swoje lokale lub źródła utrzymania.

Obserwuj nas w Google News

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami

Obserwuj

Dołącz do dyskusji!

Podziel się swoją opinią o artykule

💬 Zobacz komentarze