W 2012 roku na ekrany kin trafił dramat biograficzny „Lincoln” w reżyserii Stevena Spielberga. Produkcja opowiada o ostatnich miesiącach życia 16. prezydenta USA, Abrahama Lincolna. Głównym wątkiem obrazu jest polityczna walka o uchwalenie znoszącej niewolnictwo 13. poprawki do Konstytucji w obliczu trwającej wojny secesyjnej. Tytułową rolę zagrał uhonorowany za tę kreację Złotym Globem, nagrodami BAFTA i Critics’ Choice oraz trzecią w karierze statuetką Oscara, Daniel Day-Lewis.

Podczas panelu dyskusyjnego zorganizowanego w ramach festiwalu South by Southwest, 79-letni reżyser wyznał, że obserwując brytyjskiego aktora podczas kręcenia jednej z kluczowych sekwencji produkcji, „nabrał pokory”.
„Chodzi o scenę, w której Lincoln próbuje wytłumaczyć swojemu gabinetowi pilną potrzebę uchwalenia 13. poprawki do Konstytucji. To były dwa ujęcia. Jedno zaczyna się na końcu stołu i powoli się przesuwa, a następnie kamera przechodzi w tryb zbliżenia na jego twarz. Do dziś ta scena i to, jak Daniel zagrał Lincolna, robi na mnie piorunujące wrażenie”
– zdradził Spielberg.

Utytułowany filmowiec ujawnił, że wzruszył się wówczas tak bardzo, iż musiał opuścić plan.
„Daniel się martwił, bo jako Lincoln w tej scenie rozglądał się dookoła, a reżysera nie było na planie. »Gdzie jest Skipper?« – zapytał, bo tak na mnie mówi. A ja płakałem w drugim pokoju. Pan Lincoln poszedł za mną, usiadł obok i mnie objął. To była chwila, której nigdy nie zapomnę”
– wyznał trzykrotny zdobywca Oscara.

Day-Lewis ogłosił zakończenie kariery w 2017 roku. Ostatnio powrócił jednak z emerytury, by wystąpić w debiucie reżyserskim swojego syna, ubiegłorocznym dramacie „Anemon”.



Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze